Polityka a inwestycje; jest interes do zrobienia…

Polityka a inwestycje; jest interes do zrobienia…

– Ciemny lud to kupi – znane powiedzenie równie znanej postaci z naszej politycznej sceny znów zyskuje na wartości. W ciągu ostatnich niespełna 3 lat pojawiło się wiele „pomysłów”, jak rzucić świat (i Europę) na kolana za pomocą mega-inwestycji. Poczynając od przekopywania Mierzei Wiślanej w celu uczynienia z Elbląga portu morskiego aż po budowę wielkiego hubu komunikacyjnego w Baranowie – politycy beztrosko rzucają niesprawdzonymi, z reguły mało realnymi i/lub niepotrzebnymi pomysłami, których jedynym celem jest zdobycie poklasku u lokalnej społeczności.
Na chwilę zostańmy jeszcze przy komunikacji. O tym, że lotnisko Chopina w stolicy dusi się i leży już w obrębie miasta – wiadomo od kilku dziesięcioleci. Uruchomiono lotnisko Modlin, którego co prawda „nie udało się” przez dziesięciolecie połączyć z Warszawą linią kolejową, mimo że to tylko kilka kilometrów torów, ale znajduje się ono w odległości mniejszej niż 50 km od głównego celu podróży powietrznych, jakim jest Warszawa. Teraz Modlin przestał pasować do roli portu przesiadkowego i wysunął się Radom, odległy o ponad 100 km. Eksperci twierdzą, że współczesne porty lotnicze należy budować nie dalej niż owe 50 km… A w tle stoją oczywiście politycy i ich lokalne interesy: w budowę lotniska w Radomiu za ich namową i przyzwoleniem władowano miliony i …nikt stamtąd nie lata. Czego trzeba? Jasne! Rozbudowy. Za miliard, a pewnie i więcej. Z państwowej kieszeni, bo skąd inąd?
Ale to preludium, bo w zanadrzu jest owe Baranowo czy Baranów, gdzie ma powstać Port Lotniczy Solidarność (bez tej przydawki nic teraz nie działa) – Centralny Węzeł Komunikacyjny. I ma tam być wielkie lotnisko, i kolej, i autostrada, i bóg-wi-co. Szyn do lotniska Modlin przez tyle lat nie potrafiono położyć, a nową trasę kolejową na Baranów da się zrobić? O lotnisku już nie wspominajmy, bo to kopia niemieckiego projektu Berlin-Brandenburg, który to port ciągle jest budowany, ciągle nie ukończony, coraz droższy i chyba coraz mniej potrzebny, o ile Tegel, Tempelhof i Schoenefeld nie zostaną zamknięte.
Baranowo ma kosztować 50 miliardów. Skąd miliardy? Wiadomo…
A to przecież nie ostatnie miliardy, które cudotwórca zamierza wyciągnąć. Jest budowa promu „Batory”, pod który …położono już stępkę w postaci stosu żelastwa, a nie ma jeszcze projektu, ba, nie ma nawet założeń do tego projektu. Ale zachodniopomorscy baronowie czegoś takiego do roli kiełbasy wyborczej potrzebowali.
Niestety, choroba ta nie omija sektora energetycznego. Jaworzno III już otrzymuje zastrzyk finansowy od państwa, Stalowa Wola ani nie jest stalowa, ani gazowa, ani wolna (od kłopotów), kilka wielkich inwestycji skreślono (na jak długo? Bo już odżywa pomysł węglowej elektrowni pod Lublinem…), a kilka – mimo uzasadnionych kontrowersji – ma ruszyć. I proszę nie pytać, za czyje pieniądze, bo odpowiedź jest oczywista.
Elektrownia Ostrołęka C ma mieć 1000 MWe mocy. Siłownia w tym miejscu jest potrzebna. Ale nie taka duża. Bo w końcu „coś” z tą mocą trzeba będzie zrobić, a najpierw – ją z Ostrołęki wyprowadzić. A proponowany blok, by mieć jakiekolwiek szanse być ekonomicznie opłacalnym, musi pracować 24 h/doba, 7 dni tygodniu przez okrągłych około 16 lat, bo tyle – zapewne – będzie miał czasu na spłacenie kredytu. I co megawaty będziemy puszczać w powietrze? Posyłać na Litwę? A może do Kaliningradu?
W tym kontekście pomińmy PPEJ i planowaną elektrownię nuklearną, bo to zagadnienie tak skomplikowane i tak niejednoznaczne, że zasługuje na odrębne publikacje . W zamian zajmijmy się elektromobilnością, która właśnie zaczyna obierać w naszym kraju kurs kuriozalny. Elektromobilność z technicznego, użytkowego i ekologicznego punktu widzenia największy sens ma w komunikacji zbiorowej i w transporcie miejskim na małe odległości. Tymczasem u nas z wielkim hukiem rozwijany jest pomysł zbudowania /?/ i użytkowania miliona elektrycznych aut osobowych. W dodatku – rodzimej produkcji, w dodatku prototyp ma być gotowy za rok. Wielkie koncerny motoryzacyjne, kalibru Fiat czy Ford potrzebują około 7-8 lat na przygotowanie nowego modelu od podstaw, przy czym problemem numer 1 jest stworzenie odpowiedniej płyty podłogowej. Nasi domorośli, polityczni elektro-automobiliści zajmują się przede wszystkim tym, jak ów rzekomy pojazd …ma wyglądać. Bzdura totalna. Za niebagatelne państwowe pieniądze.
W świetle wyżej wymienionych projektów i pomysłów taki Baltic Pipe, rura, którą z Morza Północnego via Dania i Bałtyk ma do Polski napływać do 10 mld m3 gazu ziemnego rocznie – wygląda sensownie. Kosztować ma nas to 841, 874, bądź 1093 miliony €, plus blisko 40 mln € rocznie utrzymanie gazociągu w stanie funkcjonalności. Ta rura ma rozpocząć działanie 1 października 2022 r. i przetrwać całe 15 lat. A potem? Potem to już będą zupełnie inni politycy.
– Polskę na to stać – twierdzą politycy. – Damy radę. O wiele rzadziej potrafią wyliczyć, czy będzie się to nam opłacało. Liczą się doraźne partykularne interesy. Nikt tego nie sumuje, nikt nie zakłada dłuższej perspektywy czasowej, a owe 15 lat Baltic Pipe to chlubny wyjątek…
Ciemny lud to kupi… Ciekawe – jak długo?

Na zdjęciu: Memento z Żarnowca


Podziel się

Skomentuj