Off shore na Bałtyku kokietuje; ale nadal 1 MWh będzie droga

Off shore na Bałtyku kokietuje; ale nadal 1 MWh będzie droga

Surowe przepisy dotyczące farm wiatrowych na lądzie, jakie zostały przeforsowane w 2016 r., praktycznie uniemożliwiły budowę nowych instalacji. Polskie firmy energetyczne zwracają się więc w stronę wietrznego i mniej upolitycznionego Bałtyku, by tam szukać zielonej energii – czytamy w POLITICO.
— Wietrzność jest dobra, morze jest płytkie, co ułatwia budowę, a wokół morskiej energetyki wiatrowej nie ma politycznych kontrowersji, jakie otaczają instalacje wiatrowe na lądzie — mówi Michał Kaczerowski, prezes firmy Ambiens, zajmującej się doradztwem środowiskowym dla inwestorów.
Najnowsze analizy wskazują, że w polskiej części Morza Bałtyckiego panują korzystne warunki do budowy morskich farm wiatrowych o mocy zainstalowanej nawet 10 GWe, która mogłaby zastąpić starzejące się konwencjonalne elektrownie węglowe.
— Postęp technologiczny w morskiej energetyce wiatrowej zaowocował znaczną redukcją kosztów inwestycyjnych i operacyjnych w ciągu ostatnich lat — mówi Maciej Stryjecki, prezes Fundacji na rzecz Energetyki Zrównoważonej lobbującej za rozwojem energii wiatrowej na morzu. M. Stryjecki przewiduje, że cena energii elektrycznej wytwarzanej przez morskie farmy wiatrowe spadnie do 65 €/MWh w 2020 r., w porównaniu do 150-160 € 5 lat wcześniej. POLITICO uważa taką cenę za „zaledwie”, ale to jednak jest około 280 zł/MW – w IV kw. 2017 r. średnia cena energii elektrycznej w Polsce według URE wynosiła 164,05 zł/MWh…
Polskie firmy zauważyły trend. Efekt? Rośnie liczba nowo ogłaszanych planów budowy morskich farm wiatrowych. PKN Orlen ogłosił w minionym tygodniu, że rozważa budowę morskich farm wiatrowych o mocy zainstalowanej do 1,2 GWe. Największa polska grupa energetyczna – PGE – chce do 2025 r. zbudować morską farmę wiatrową o mocy 1 GWe w odległości 32 km od Łeby. Projekt będzie kosztować od 12 do 14 mld złotych, mówi prezes PGE Henryk Baranowski.
— Zanim dojdziemy do etapu gotowości do budowy minie jeszcze kilka lat. Uważamy, że efektywność morskich turbin wiatrowych poprawi się w tym czasie, podczas gdy niezbędne do realizacji nakłady inwestycyjne najprawdopodobniej obniżą się — powiedział H. Baranowski. PGE ma w dalszych planach kolejne 2,5 GWe na Bałtyku.
Na początku marca prywatna polska firma energetyczna Polenergia zawarła z norweskim państwowym gigantem energetycznym Statoil umowę na wspólną inwestycję w dwa morskie projekty wiatrowe o mocy 1,2 GWe.
— Mamy umowę o przyłączenie do sieci i pozwolenia środowiskowe dla naszych projektów Bałtyk II i Bałtyk III, a teraz zbliżamy się do przygotowania dla nich szczegółowego planu technicznego — mówi Michał Michalski, członek zarządu Polenergii.
Morska energetyka wiatrowa ma być ważnym elementem w polskiej strategii zmiany miksu energetycznego na mniej uzależniony od węgla. Transformacja jest wymuszana przez unijne regulacje dotyczące polityki klimatycznej, takie jak reforma rynku emisji CO2, wskutek której cena zezwolenia na emisję wzrosła ponad dwukrotnie w ciągu ostatniego roku, do ok. 13 €. Wzrost cen emisji ma spowodować wzrost kosztów utrzymania „brudnych” instalacji węglowych i w efekcie ich odstawienie.
Polska zobowiązała się, że odnawialne źródła energii będą mieć piętnastoprocentowy udział w końcowym zużyciu energii brutto w roku 2020. Rząd szacuje, że cel ten zostanie osiągnięty, ale raporty – na przykład firmy doradczej Ecofys – szacują, że Polska osiągnie raczej udział do 13.8 proc.
Jeszcze trudniej będzie osiągnąć Polsce znacznie ambitniejsze cele na 2030 r. Parlament Europejski dąży do osiągnięcia minimalnego udziału energii odnawialnej na poziomie 35 proc. w roku 2030. Minister energii Krzysztof Tchórzewski powiedział, że osiągnięcie takiego poziomu jest „niemal niemożliwe”, aczkolwiek nadal nie ma konkretnego celu dla Polski.
Wszystko to zmusza do przemyślenia zmian w polityce energetycznej Polski. Około 2/3 elektrowni w Polsce ma ponad 30 lat, a niektóre działają już od 6 dekad. Firmy energetyczne kontynuują budowę elektrowni węglowych, na które zostały wydane pozwolenia, ale rośnie świadomość, że miks energetyczny Polski będzie musiał stać się „czystszy”.
— Udział węgla w miksie energetycznym może wynieść 50 proc. w 2050 r. – zapowiedział minister K. Tchórzewski w zeszłym roku.
Lobby odnawialnych źródeł energii dąży do jeszcze szybszej redukcji roli węgla. Według M. Stryjeckiego z FNEZ, węgiel może stanowić zaledwie 43 proc. w miksie już w 2030 r., a pozostała część ma być zdominowana przez odnawialne źródła energii i gaz. Polska rozważa również budowę pierwszej elektrowni jądrowej.
Osiągnięcie ambitnych celów w zakresie energii odnawialnej znalazło się pod znakiem zapytania od czasu, gdy w 2016 r. zatrzymał się rozwój energetyki wiatrowej na lądzie. Wiatr na lądzie był od lat atakowany przez ludzi narzekających hałas i na wpływ farm wiatrowych na krajobraz. Po objęciu władzy przez PiS pod koniec 2015 r., partia zmieniła ustawę o odnawialnych źródłach energii, praktycznie uniemożliwiając uzyskanie pozwoleń na budowę dla nowych projektów i zwiększając podatki od istniejących instalacji.
— W zasadzie wyeliminowano wszystkie możliwe lokalizacje dla budowy lądowych farm wiatrowych. Zostało może 50-60 miejsc, w których mogłyby stanąć pojedyncze turbiny — mówi Wojciech Cetnarski, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Z braku możliwości rozwoju na lądzie, jedynym kierunkiem rozwoju energetyki wiatrowej pozostaje morze.
– Będziemy potrzebować morskiej energetyki wiatrowej, aby osiągnąć cele na rok 2030, niezależnie od tego, jakie cele ostatecznie zostaną ustalone. Będziemy też potrzebować offshore, by zastąpić wycofywane instalacje konwencjonalne – dodaje W. Cetnarski.
Zaletą morskiej energetyki wiatrowej jest jej lokalizacja – z dala od wyborców, którym nie musi się podobać życie w cieniu turbin wiatrowych. Ponadto na morzu wieje stabilniej niż na lądzie.
— Morskie turbiny wiatrowe będą działały przez 80-90 proc. czasu, a ich wydajność poprawia się — zapewnia Stryjecki.


Podziel się

Skomentuj