Powstrzymywanie elektrowni węglowych

Powstrzymywanie elektrowni węglowych

W Bonn, byłej stolicy Niemiec, odbędą się kolejne negocjacje w sprawie powstrzymania globalnego ocieplenia. Dla poszerzenia wiedzy o trudnościach z ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych, uczestnicy powinni odwiedzić nieodległe miasteczko Neurath z jego elektrownią, która jest drugim największym zatruwaczem powietrza w Europie, pisze Sara Stefanini z POLITICO.
• Przyjęło się uważać Polskę za głównego europejskiego hamulcowego we wdrażaniu polityki klimatycznej, a tymczasem najwięcej na sumieniu mają tu Niemcy
• Niemcy lubią stawiać się za przykład skutecznej walki ze zmianami klimatycznymi, ale to u nich jest najwięcej w Europie trujących elektrowni węglowych
• Po katastrofie w Fukushimie, Berlin postanowił zamknąć nieemitujące spalin elektrownie jądrowe, co jeszcze bardziej zwiększyło zapotrzebowanie na węgiel
• Poziom emisji ze spalania węgla brunatnego w Niemczech rośnie, zamiast spadać
Elektrownia w Neurath produkuje nieco ponad 4,3 GWe i spala węgiel brunatny – najbrudniejszą postać tego surowca. Wypluwa 34 mln ton CO2 rocznie – w Europie tylko polski Bełchatów (5,5 GWe) produkuje więcej tej trucizny: ponad 35 mln t CO2 w 2013 r.
Siłownia Neurath nie pasuje do opowieści, jaką Niemcy lubią sprzedawać sobie i reszcie świata. Słyszymy w niej o wzorcowym działaniu wobec zmian klimatycznych, możliwym dzięki ambitnym planom odejścia od energii nuklearnej i paliw mineralnych, po to, by przestawić się na zieloną energię. Przykład takich elektrowni dowodzi, jak trudno jest wdrażać politykę przechodzenia na odnawialne źródła energii. Jeśli jeden z najbogatszych i najgłośniej mówiących o ekologii krajów świata ma z tym problemy, to delegacje w Bonn dostaną przygnębiający sygnał.
Konferencja nazywana skrótem COP23 w dawnej stolicy Niemiec, gdzie mieści się siedziba sekretariatu ds. klimatu ONZ, ma wypracować sposoby, by obietnice złożone dwa lata temu podczas paryskiego szczytu klimatycznego, przełożyć na realne działania ograniczające emisje.
W przyszłym roku kolejny taki szczyt odbędzie się w Katowicach, a delegaci mają tam ocenić postępy i wywrzeć presję na kraje, by robiły więcej. Katowice to polska stolica węgla, a 150 km na północ od nich leży właśnie Bełchatów z elektrownią na węgiel brunatny – największe źródło zanieczyszczeń w Europie.
– Paryskie porozumienie klimatyczne było ważnym krokiem, ale wówczas rządy nakreśliły sobie tylko mapę drogową, – mówił w październiku francuski minister środowiska Nicolas Hulot. – Teraz nadchodzi trudny etap implementacji i to oczywiście wymusza znaczne wysiłki.Najważniejszymi graczami na szczycie paryskim w 2015 r. były Unia Europejska, Niemcy i Francja. Uzgodniono wówczas zatrzymanie ocieplenia na poziomie znacznie poniżej 2 st. C – a najlepiej na poziomie 1,5 st. – jako cel na koniec stulecia.
Politycy w Brukseli i w całej Unii zyskali polityczny kompas, dzięki czemu zgodnie bronili porozumień, kiedy prezydent USA Donald Trump ogłosił w czerwcu, że się z nich wycofuje. Kanclerz Niemiec Angela Merkel miesiąc później uzyskała wsparcie dla układu od wszystkich krajów G20, z wyjątkiem USA.
Europejczycy staną w Bonn przed zadaniem, jak przełożyć słowne obietnice klimatyczne na działania na całym świecie, zmierzające do ograniczenia emisji. Nigdy dotychczas się to nie udało. Niemcy mają problem z odchodzeniem od energetyki węglowej i silników spalinowych . Zaś inne kraje naciskają na osłabienie wymogów polityki klimatycznej, chcą bowiem chronić ważne tradycyjnie branże takie jak górnictwo w Polsce czy leśnictwo w Finlandii.
Unia wyznaczyła sobie cel, by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych do 2030 r. o co najmniej 40 proc. w porównaniu z 1990 r. i chwali się, że to najbardziej ambitny plan na świecie. Ale jak twierdzi Laurence Tubiana, szef European Climate Foundation i ambasador klimatyczny Francji na szczycie w Paryżu, to jest tylko „najniższa poprzeczka”
Wielu naukowców uważa, że złożone w Paryżu obietnice to za mało, by zatrzymać ocieplenie. Zdaniem ekspertów ds. negocjacji klimatycznych, Unia powinna w przyszłości mocniej zaangażować się politycznie, jeśli chce, by gospodarki wschodzące takie jak Chiny i Indie dołączyły w przyszłym roku. Tym bardziej jeśli Waszyngton wypadnie na dobre z gry i będzie kasował federalne ograniczenia emisji dla elektrowni albo standardy efektywności paliwowej.
– Na krajowym froncie wymaga to nie tylko zmian, które można wyrazić w liczbach, lecz także przemian w zakresie elektryfikacji transportu, zwiększenia udziału źródeł odnawialnych i wycofywania węgla z całej gospodarki europejskiej, choć wiemy, że to potrwa – mówi L. Tubiana.
Na przykładzie Niemiec widać, ile dzieli obietnice od wyników. Tamtejsze emisje CO2 w pierwszym półroczu wzrosły o 1,2 proc., jak donosiły w sierpniu niemieckie think tanki. Odpowiedzialne za to jest spalanie węgla brunatnego, gazu i paliw samochodowych.
Niemcy są na najlepszej drodze, by nie wypełnić dobrowolnie narzuconego sobie celu zmniejszenia emisji o 40 proc. do roku 2020, bowiem w 2016 r. osiągnęły tylko 27,6 proc. redukcji. Dla największej gospodarki Europy, przejście na energię odnawialną okazało się trudniejsze i kosztowniejsze z wielu powodów, zarówno natury politycznej, jak i technicznej.
Brak jest linii przesyłowych dla energii z farm wiatrowych rozlokowanych głównie na północy do ośrodków przemysłowych na południu, a budowa tej infrastruktury jeszcze na dobre się nie zaczęła. Podaż energii wiatrowej, słonecznej i wodnej zmienia się wraz z porami roku, zaś technologie pozwalające ją gromadzić są jeszcze w powijakach.
Węgiel jest tanim i dostępnym w dużych ilościach źródłem energii uzupełniającej, zwłaszcza w krajach o silnej branży górniczej jak Niemcy. Decyzja Berlina o zamknięciu nie emitujących spalin elektrowni jądrowych (zaspokajały 1/5 potrzeb) po katastrofie w japońskiej Fukushimie w 2011 r., zwiększyła jeszcze zapotrzebowanie na węgiel.
– Sektor węglowy to duży problem. Mamy dziś więcej emisji niż trzy lata temu. Jesteśmy największymi użytkownikami węgla brunatnego na świecie. Nie można być jednocześnie w awangardzie polityki klimatycznej i w awangardzie spalaczy węgla brunatnego, – zauważa Christoph Bals, dyrektor ds. strategii w niemieckiej organizacji Germanwatch. Przyszłość węgla to kluczowy temat w negocjacjach w sprawie utworzenia koalicji rządowej w Niemczech. Zieloni domagają się konkretnych dat, czego A. Merkel unika pod presją branży i związków zawodowych.
Na razie Unia nie posunie się poza 40-procentowe zmniejszenie do 2030 r., które jej liderzy uzgodnili w październiku 2014 roku, zanim zawarto porozumienie w Paryżu. Wszelkie negocjowane obecnie przez instytucje unijne strategie klimatyczne opierają się na tych ustaleniach.
Chodzi zarówno o reformę rynku węgla, jak i regulacje dotyczące leśnictwa (tak aby więcej drzew wchłaniało dwutlenek węgla) oraz bodźce zachęcające do używania energii odnawialnej i stosowania energooszczędnych rozwiązań. Organizacja Climate Action Network Europe twierdzi, że Europa musi ograniczyć emisje o co najmniej 55 proc. do 2030 r., aby udało się zatrzymać globalne ocieplenie na poziomie 1,5 stopnia.
Rozmaite organizacje oraz europosłowie domagają się, by Bruksela przynajmniej przymierzyła się do zmiany założeń. Komisja jednak woli zostawić to następnej ekipie, która zacznie urzędowanie od 2019 r. Jej obecne zadanie, jak twierdzi, to wyznaczenie zasad osiągania już wyznaczonego celu. Ale nawet i za 2 lata nie będzie łatwo wznowić rokowania i porozumieć się co do delikatnych kwestii takich jak wyższe opłaty za spalanie węgla dla 11 tysięcy elektrowni i fabryk konkurujących z krajami, gdzie obowiązują luźniejsze standardy ochrony środowiska.
– Wiem, że Europę krytykuje się za zbyt mały postęp, za nie ustalenie wyższych opłat, ale trzeba przecież pamiętać o realiach, – mówi Yvon Slingenberg, odpowiadająca za negocjacje klimatyczne w departamencie działań na rzecz klimatu Komisji Europejskiej. – Wciąż mamy 28 państw członkowskich i trzeba uwzględniać ich realia polityczne.
Słowa te spotkają się z życzliwym odbiorem wśród delegatów z Indii, Brazylii, Chin i innych krajów, usiłujących zrównoważyć koszty i korzyści z ograniczania emisji.
Na zdjęciu: elektrownia Neurath należąca do koncernu RWE


Podziel się

Skomentuj