HEG: Rynek gazu w Polsce i Europie – podsumowanie lipiec 2017

HEG: Rynek gazu w Polsce i Europie – podsumowanie lipiec 2017
  1. Wydarzenia i ceny

Wybrane wydarzenia na rynku gazu w czerwcu:

  • Prezydent podpisał ustawę zmieniającą zasady utrzymywania zapasów gazu ziemnego w Polsce;
  • Sąd UE odrzucił polskie wnioski ws zablokowania aukcji na przepustowość gazociągu OPAL;
  • PGNiG prawdopodobnie jako jedyny złożył wniosek o rezerwację przepustowości w procedurze „Open Season” na Baltic Pipe;
  • Plany stworzenia korytarza gazowego między terminalami LNG w Chorwacji i w Polsce. Gaz-System podpisał umowę z chorwackim OSP;
  • Unimot i Alpiq zrezygnowały z powołania wspólnej spółki w obszarze sprzedaży gazu ziemnego i energii elektrycznej;
  • Przedstawiciel Gaz-Systemu został członkiem Zarządu ENTSOG;
  • Australia – wysoki wolumen kontraktów LNG może spowodować urzędowe ograniczenie eksportu.

Obrót giełdowy gazem w Polsce:

  • Średnie ceny gazu ziemnego na polskiej giełdzie w lipcu były niższe niż w czerwcu w obszarze produktów z miesięcznych M-08 i M-09 oraz Q-4-17;
  • Lipiec charakteryzował się większą zmiennością cen na rynku terminowym;
  • Na rynku spot ceny w lipcu były wyższe o 1,5% niż w czerwcu oraz wyższe o 3,2% niż w lipcu 2016 r.;
  • Ceny na TGE były o 8% wyższe od cen Gaspool na rynku spot. Spready były wyższe niż w lipcu 2016 r. na produktach terminowych.
  1. Komentarz do wydarzeń – aspekt krajowy

Deregulacja taryf dla przedsiębiorstw w obecnej rzeczywistości

Nowe regulacje dotyczące utrzymywania zapasów już wkrótce staną się obowiązującą w Polsce rzeczywistością. Już dzisiaj znajdują one odzwierciedlenie w zmianach strategii funkcjonujących w Polsce spółek oraz w decyzjach o wycofaniu się z działalności na polskim rynku gazu. Jednocześnie rynek oczekuje jeszcze jednej zmiany – uwolnienia taryf na gaz ziemny dla odbiorców innych niż gospodarstwa domowe, która wejdzie w życie od początku października. Obie zmiany nie idą niestety w tym samym kierunku – zapewnienia odbiorcy funkcjonowania na konkurencyjnym rynku gazu ziemnego.

Nowelizacja ustawy o zapasach została podpisana przez prezydenta 18 lipca. Wprowadza ona obowiązek magazynowania gazu ziemnego pochodzącego z importu dla wszystkich podmiotów. Te z nich, które zamierzają magazynować paliwo za granicą, mają obowiązek dokonania alokacji zdolności transgranicznych wyłącznie na potrzeby ewentualnego sprowadzenia paliwa do Polski. Zdolności te nie mogą być wykorzystywane na potrzeby komercyjne. Wszystko to prowadzi do zwiększenia kosztu importowanego paliwa, a tym samym do skłonności podejmowania lub utrzymywania działalności na polskim rynku. Zwłaszcza, że największy konkurent posiada w portfelu aktywa wytwórcze, które umożliwiają tanią produkcję paliwa i nie podlegają obowiązkowi magazynowemu (dokładną analizę kosztową przeprowadziliśmy w podsumowaniu miesiąca maja). W tej nowej rzeczywistości wchodzi na rynek jeszcze jedna zmiana, wymuszona wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości z 2015 r., ale i oczekiwana od dawna przez sprzedawców – zniesienie taryf na gaz dla odbiorców końcowych innych niż gospodarstwa domowe. Wchodzi ona w życie w innym otoczeniu regulacyjnym niż była uchwalana. Należałoby zatem prześledzić ponownie ocenę skutków regulacji znoszących taryfy gazowe z 17 czerwca 2016 r.

W dokumencie zasadnie podnosi się, że zmniejszone zostaną obciążenia finansowe dla przedsiębiorstw energetycznych. Nie będą one musiały przedkładać taryf do zatwierdzenia i ponosić kosztów obsługi procesu. Nie do końca należy się jednak zgodzić z analogicznym aspektem w odniesieniu do odbiorców końcowych. Wskazuje się w nim, że zniesienie obciążeń administracyjnych wpłynie pozytywnie na liczbę oraz aktywność podmiotów na rynku. Tymczasem w związku z wprowadzoną ustawą o zapasach znane są przypadki podmiotów opuszczających krajowy rynek, a cena gazu ziemnego z importu po uwzględnieniu opłat magazynowych znacząco wzrośnie stanowiąc negatywny bodziec dla importerów. Z dalszej części uzasadnienia można dowiedzieć się, że aktywność podmiotów przyczyni się do poprawienia warunków konkurencji, zwiększenia przejrzystości oferty dostawców gazu ziemnego i uzależnienia cen wyłącznie od warunków rynkowych. Tymczasem de facto regulacyjne ograniczenie liczby podmiotów na polskim rynku nie przyczynia się do poprawienia warunków konkurencji i nie jest znana sytuacja, w której by tak było. Wielokrotnie jako punkt odniesienia dla ceny w Polsce wskazuje się hurtową cenę jaką jest cena na TGE. Wskazuje się jednocześnie, że jest ona skorelowana z cenami na niemieckich hubach. Należy przyznać rację autorom stwierdzającym korelację. Od początku 2015 r. do końca lipca 2017 r. współczynnik korelacji ceny Gaspool i TGE na rynku spot wyniósł 97,5%. Korelacja nie implikuje jednak tożsamości cen. W tym samym okresie ceny na warszawskim parkiecie były średnio o 8,4% wyższe, co przekładało się na 5,9 zł/MWh. Jest to istotna różnica, ale jednocześnie różnica uniemożliwiająca opłacalne nabywanie gazu ziemnego za granicą z uwzględnieniem kosztów magazynowania dla podmiotów nie posiadających aktywów wytwórczych. Nowa ustawa, w tym obszarze, przyczynia się do pogorszenia warunków konkurencji, o których mowa w ocenie regulacji. Kolejnym aspektem jest przejrzystość oraz uzależnienie cen wyłącznie od warunków rynkowych. Realne pozbawienie opłacalnego importu z zagranicy wpływa na wycofywanie się z rynku, w tym rynku giełdowego dostawców alternatywnych. W związku z powyższym cena giełdowa kształtowana może być wyłącznie lub w głównej mierze wyłącznie przez podmiot dominujący. Taka sytuacja bynajmniej nie prowadzi do zwiększenia przejrzystości rynku. W nowej rzeczywistości można sobie wyobrazić scenariusz, w którym podmiot dominujący może oferować odbiorcom ceny poniżej ceny giełdowej, którą sam kreuje (np. oferując w przetargu cenę paliwa liczoną jako cena na TGE pomniejszona o określony rabat). Cena ta w takim przypadku przestaje być ceną referencyjną dla rynku hurtowego, ponieważ odbiorcy końcowi mogą nabywać paliwo poniżej ceny zakupu dla sprzedawców alternatywnych. W związku z powyższym, nie znajdują zastosowania również następne spostrzeżenia oceny skutków regulacji, w świetle których w wyniku rosnącej konkurencji odbiorcy przemysłowi będą mogli korzystać z szerszej oferty spółek obrotu lub jakoby przedsiębiorstwa obrotu miały możliwość działania w warunkach równej konkurencji. Pojawia się w tej sytuacji wątpliwość, na ile cena giełdowa jest wyznacznikiem ceny rynku konkurencyjnego.

Wielokrotnie w mediach wskazywano na zalety zniesienia regulowanych taryf. Na konkurencyjnym rynku faktycznie daje ono potencjalne korzyści zarówno dla odbiorców jak i spółek obrotu. Jest ono oczekiwane przez spółki obrotu. Tymczasem w Polsce dokonano działań liberalizacyjnych, zdecydowano się na zniesienie taryf oraz ponownie ograniczono konkurencję doprowadzając do sytuacji, w której monopolista dostaje przywilej funkcjonowania na rynku bez konieczności kontroli stosowanych cen w drodze zatwierdzania taryf.  Powstaje pytanie, czy nie powinno się podjąć działania chroniące odbiorców oraz pozostałych na rynku konkurentów.

III. Komentarz do wydarzeń – aspekt międzynarodowy

Nord Stream 2 w europejskiej retoryce

W lipcu Prezes Sądu UE oddalił polski wniosek o zastosowanie tymczasowych środków ochrony (tzw. interim measures), mających na celu uniemożliwienie wykorzystania dodatkowej przepustowości gazociągu OPAL służącego do przesyłu gazu ziemnego z gazociągu Nord Stream do Niemiec i do Czech, umożliwionej decyzją Komisji Europejskiej do czasu rozstrzygnięcia odwołania od tej decyzji Komisji Europejskiej przez Sąd UE. Otwarta pozostaje jednak kwestia budowy gazociągu Nord Stream 2 (NS2), który ma dwukrotnie zwiększyć przepustowość bezpośredniego połączenia Rosja—Niemcy. W Unii Europejskiej nie ma jednoznacznego stanowiska w sprawie budowy tego połączenia, a prasa zagraniczna dostarcza argumenty przemawiające na korzyść każdej ze stron.

Obecnie funkcjonujący gazociąg Nord Stream został oddany do użytku w 2011 roku. Jego budowa pochłonęła 7,4 miliarda euro a łączna przepustowość pozwala na transport 55 mld m3 gazu ziemnego rocznie. Obecnie planowana inwestycja wyceniana jest na prawie 10 mld euro i ma doprowadzić do podwojenia przepustowości funkcjonującego już połączenia. Budowa gazociągu budzi sprzeciw państw Europy Środkowej takich, jak: Polska, Litwa, czy Ukraina, które oceniają budowę jako narzędzie potencjalnych represji politycznych ze strony Federacji Rosyjskiej, zarówno w kontekście możliwości ograniczenia dostaw do państw regionu, jak również w kontekście ograniczenia przychodów z tranzytu dotychczasowymi kanałami dystrybucji przebiegającymi właśnie przez państwa Europy Środkowej. O ile polskie stanowisko w tym obszarze jest znane i niezmienne, o tyle warto się przyjrzeć stanowiskom innych państw, które wybrzmiewa na nowo w związku z sankcjami nałożonymi przez USA na Federację Rosyjską.

W dniu 6 lipca na Placu Krasińskich w Warszawie prezydent USA Donald Trump w swojej przemowie do Polaków stwierdził, że Stany Zjednoczone czują się zobowiązane do zapewnienia Polsce alternatywnych źródeł energii, tak żeby Polska i jej sąsiedzi nie byli nigdy więcej zakładnikami jedynego dostawcy gazu ziemnego. Niespełna miesiąc później ten sam prezydent podpisał dokument poszerzający sankcje w stosunku do Federacji Rosyjskiej, w których projekt NS2 jako jedyny został wyszczególniony z nazwy. Taki krok, znajdujący grono zwolenników w Polsce, nie spodobał się zarówno w Niemczech jak i, co oczywiste, w Rosji. W prasie rosyjskiej (RIA Novosti) jako państwa odpowiedzialne za sabotażowanie inwestycji wskazuje się Polskę i państwa bałtyckie, wskazując jednocześnie niezadowolenie niemieckich i austriackich odbiorców. Cytowany przez francuskie La Figaro rosyjski minister energii nazywa działania dosłownie sabotażem, choć w swojej wypowiedzi nie wskazuje sabotażystów. Wracając do rosyjskiej prasy stwierdza się w niej jednocześnie, że jakiekolwiek ograniczenie infrastruktury dostawczej do UE, bazującej na imporcie gazu ziemnego, stanowi zmniejszenie poziomu bezpieczeństwa, co stoi w sprzeczności z retoryką państw Europy Środkowej. Tymczasem w Niemczech akcentuje się inne przesłanki sprzeciwu w stosunku do amerykańskich sankcji. Niemiecki dziennik Handelsblatt sugeruje, że działanie USA może mieć związek z rosnącą rolą tego państwa w globalnych dostawach gazu ziemnego, a ograniczenie dostaw rosyjskich może skutkować zwiększeniem zainteresowania gazem amerykańskim, którego uplasowanie na globalnym rynku nie jest łatwe. Import przez państwa UE droższego gazu amerykańskiego miałby zatem działać na niekorzyść Niemców mogących nabywać tańszy gaz rosyjski. Ten sam dziennik wykazuje się jednak zrozumieniem dla braku zaufania państw Europy Środkowo-Wschodniej do działań rosyjskich. Zauważa, że nowe połączenie może wyeliminować pośrednictwo państw regionu i to bez szkody dla Niemiec. Dalszych argumentów dostarcza Frankfurter Allgemeine Zeitung. Zaznacza się w nim, że nikt nie ma obowiązku nabywania gazu ziemnego z nowego połączenia. Ponadto rynek LNG jako rynek jest niestabilny cenowo, a paliwo dociera do miejsc oferujących najwyższe ceny. Wskazuje się ponadto, że nie jest obowiązkiem niemieckiego przedsiębiorcy dbałość o budżet Ukrainy. Jeden z tytułów prasowych stwierdza jednoznacznie – „Nord Stream 2 to nie sprawa Trumpa”. Z drugiej strony jest prasa ukraińska. Zarówno ukraiński Interfax, jak i Telegraf Ukraina określają projekt jako wyłącznie polityczny. Jako propozycję rozwiązania wskazują stworzenie w UE konsorcjum, które opracuje bardziej efektywne wykorzystanie istniejących połączeń gazowych z Rosją, co pozwoli uniknąć konieczności budowy NS2. Jedną oczywistą prawdę zauważa czeski portal informacyjny Novinky.cz – w UE nie ma jednego stanowiska w sprawie budowy nowego gazociągu. Co więcej nie ma go też w Czechach, o czym można przeczytać na portalu Lidovky. Połączenie wszak jest krytykowane przez czeskiego premiera, ale czeska dyplomacja stara się zdystansować od Polski, jak również głosów niemieckiego SPD. „Lepsza Rosja chcąca sprzedawać gaz po światowych cenach niż Rosja agresywna”. Autorka artykułu w brytyjskim The Guardian, Natalie Nougayrède zauważa, że reakcja UE wyglądała tak, jakby priorytet nadano dużym korporacjom zarabiającym pieniądze w umowach z Rosją, a nie dyplomacji.

Amerykańskie sankcje przyczyniły się do wznowienia dyskusji na temat Nord Stream 2. Pytanie tylko, czy dzisiejsza wymiana zdań ma charakter dyskusji. Angela Merkel powiedziała: „My Europejczycy musimy naprawdę wziąć nasz los we własne ręce”. Nie komentując powyższych informacji prasowych, można odnieść wrażenie, że w temacie energetycznym nie ma wspólnoty europejskiej. Sankcje wszak spowodowały deklaracje wycofania się z dalszego finansowania projektu francuskiego Engie, ale skutkują również wystosowaniem listu do Światowej Organizacji Handlu (WTO), który skarży amerykańską decyzję.

 


Podziel się

Skomentuj