„Dobra zmiana” w wodzie

„Dobra zmiana” w wodzie

Polskie „Prawo wodne” wymagało nowelizacji z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że pod względem zasobów wody słodkiej nasz kraj należy do najuboższych w Europie; po drugie dlatego, że retencja wody z opadów – podobno – nie przekracza w Polsce 15 proc., tzn. tyle zostaje w glebie z deszczu, a reszta spływa. Po trzecie dlatego, że przez wiele lat wody jako „dobra wolnego” nie szanowano, kopalnie zatruwały rzeki zrzutami solanki, huty, cementowanie i inne przemysły swoimi ściekami, a energetyka dorzucała do tego wodę przegrzaną.
Kolejnym powodem jest dyrektywa unijna wymagająca, by każdy, kto z wody korzysta – za nią płacił. A stawka może być …nawet zerowa, ale żeby wiadomo było kto ile wody zużył. Tylko po spełnieniu takich warunków można liczyć na unijne dotacje do hydroinwestycji, z reguły bardzo drogich, czasochłonnych i uciążliwych.
Wytwórcy energii elektrycznej i ciepła potrzebują znacznych ilości wody. Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie przygotowało wariantowe scenariusze rocznych kosztów H2O dla wytwórców energii elektrycznej w Polsce: wariant optymistyczny to 90 mln złotych, pesymistyczny …18 mld złotych (czym się różni milion od miliarda, nie trzeba chyba tłumaczyć…). „Gazeta Wyborcza” napisała, że „ostateczna kwota będzie zależeć od interpretacji przepisów”.


Podziel się

Skomentuj