Elektrownia przy ul. Targowej w Łodzi

Elektrownia przy ul Targowej w Łodzi (EC1) – pierwsza łódzka elektrownia, zbudowana w 1907 roku przy ul Targowej. Działała do 2005 roku. W najbliższym czasie zespół budynków EC1 ma zostać poddany rewitalizacji, a następnie na tym terenie ma powstać centrum kulturalno-rozrywkowe.

EC-1 w Łodzi

Historia:

Początki elektryczności w Łodzi

Elektryczność w Łodzi pojawiła się dość późno, pod koniec lat 80. XIX wieku. Nie wytwarzano jej w najwłaściwszy sposób tzn. w elektrowniach, bo elektrowni przez długie lata w Łodzi nie było, wybudowano ją dopiero w 1907 r.

Najwcześniejsze bodaj wzmianki o wytwarzaniu w Łodzi elektryczności zamieścił „Dziennik Łódzki” w 1886 roku: „Oświetlenie elektryczne zyskuje coraz większe zastosowanie w znaczniejszych zakładach naszego miasta. Niedawno wspominaliśmy o urządzeniach elektrycznych w zakładach scheiblerowskich, dokonywanych przez p. Lenczewskiego z Warszawy. Obecnie dowiadujemy się, że oświetlenie elektryczne zaprowadzono w zakładach firmy Schwarz, Birnbaum i Löw oraz w farbiarni i apreturze p. Juliusza Heinzla”. Firma Schwarz mieściła się przy ulicy Tylnej a Juliusza Heinzla przy ul. Piotrkowskiej. Nie pozostał w tyle Ludwik Meyer, właściciel luksusowych czynszowych kamienic i pałacyków przy własnej, zamkniętej dla miasta ulicy – Pasażu Meyera (dziś ul. S. Moniuszki). Domy te – wg niektórych źródeł np. Anna Rynkowska „Ulica Piotrkowska” – wybudowane zostały dla władz gubernialnych (które jednak nie przeniosły się do Łodzi z Piotrkowa), wyposażone były w przewody z gazem, rury wodociągowe i oświetlenie elektryczne z własnej prądnicy – zainstalowanej w 1887 r. w podziemiach domu Pasaż Meyera nr 3 – „dynamo-elektrycznej maszyny z motorem gazowym”. Tamże w pasażu Meyera zostało zainicjowane w 1887 r. elektryczne oświetlenie ulic, przez ponad pół wieku przeplatające się w Łodzi z oświetleniem gazowym (od 13 lipca 1867 r. do 1 sierpnia 1964 r.). 2 sierpnia 1887 r. na Piotrkowskiej przed pobliskim Grand Hotelem zapłonęła pierwsza lampa elektryczna na łódzkiej ulicy, była to także reklama oświetlenia w samym Grand Hotelu, zasilanego z prądnicy w podziemiach tego hotelu zainstalowanej.

Lampa elektryczna – dla nas dziś niepojęte – rzucała światło na boki, podczas gdy pod nią było zupełnie ciemno, obudowa jej bowiem skonstruowana została według sprawdzonych i do tego momentu istniejących wzorów, jak lampa gazowa czy świeca w lichtarzu.

W dniu 23 grudnia 1898 r. uruchomiono w Łodzi sieć pierwszych w Królestwie Polskim, a dziesiątych w całym Cesarstwie Rosyjskim, miejskich tramwajów elektrycznych. Ponieważ w tym czasie w mieście nie było elektrowni zdolnych zasilić ich sieć energetyczną, wybudowano na terenie zajezdni przy ul. Tramwajowej własną dużą elektrownię (zlikwidowaną w 1942 r.).

Elektrownia przy ul Targowej

W 1900 roku niemiecka firma z Berlina Siemens & Halske przedłożyła ofertę na budowę i eksploatację elektrowni w Łodzi, a następnie otrzymała koncesję, lecz jej nie sfinalizowała. Koncesję w 1906 r. odstąpiła petersburskiemu Towarzystwu Elektrycznego Oświetlenia 1886 r. Ta spółka, eksploatująca już elektrownie w Petersburgu i Moskwie, wyasygnowała 10 milionów rubli, przystępując do budowy elektrowni, na uprzednio przydzielonym terenie przy ul. Targowej 1.

Rozpoczęto od razu wytwarzanie energii elektrycznej przy pomocy zestawu złożonego z lokomobili Lanza i prądnicy niskiego napięcia o mocy 60 kW zainstalowanego w podziemiach Grand Hotelu przy ul. Krótkiej (ob. R. Traugutta) 3, tzw. „Prowizorium I”. Przystąpiono jednocześnie do budowy tzw. „centrali” i układania sieci kablowej, przede wszystkim podziemnej. Pierwsze takie roboty rozpoczęto 2 maja 1906 r. ułożeniem kabla niskiego napięcia – 120 woltów – od „Prowizorium I” do nowo otworzonego sklepu „American Diamant Palace” przy ul. Piotrkowskiej 37 (ciekawostką jest istnienie w Łodzi napięcia 120 woltów do początku lat 60. XX wieku w niektórych domach i dzielnicach, obok powszechnego napięcia 220 woltów). 7 maja 1906 r. kabel został włączony do eksploatacji. Wieczorem przed sklepową witryną zebrał się gęsty tłum. Wystawa rozświetlona była elektrycznością, największym cudem wszystkich czasów.

31 lipca 1906 r. zrealizowano następne połączenie kablowe, tym razem do silnika o mocy 7 kW w tkalni A. Domanowicza przy ul. Wólczańskiej 38. Równocześnie budowano sieć wzdłuż ul. Piotrkowskiej od kościoła na Rynku Fabrycznym (obecna Bazylika Archikatedralna na Placu Katedralnym im. Jana Pawła II) do Starego Rynku, zahaczając i o sąsiednie przecznice.

Do jesieni 1906 r. ułożono około 60 km kabla wysokiego i niskiego napięcia oraz zamontowano kilka podstacji transformatorowych. W trakcie budowy powstającą sieć wysokiego napięcia (3 kV) przyłączono tymczasowo 10 grudnia 1906 r. do tzw. „Prowizorium II”, umieszczonego na terenie budowanej elektrowni. Owo „Prowizorium II” to silnik prądu stałego 600 V sprzężony z prądnicą prądu przemiennego trójfazowego 3000 V o mocy około 400 kVA. Prąd do jego poruszania czerpano z pobliskiej elektrowni tramwajów miejskich (Kolei Elektrycznej Łódzkiej) przy ul. Tramwajowej. Prąd otrzymywano prowizorycznie ułożonym kablem. Od „Prowizorium II” prąd rozprowadzano po mieście czterema kablami. Dnia 1 stycznia 1907 roku do tej sieci włączono pierwszy silnik wysokiego napięcia o mocy 66 KM (48,5 kW), w przędzalni firmy Sima przy Szosie Aleksandrowskiej (ob. ul. B. Limanowskiego 4).

Budowę elektrowni na placu przy ul. Targowej l rozpoczęto 26 maja 1906 roku. W budynkach planowano pomieścić 4 turbozespoły o łącznej mocy 6000 kW (6 MW), choć pierwszy projekt z 10 grudnia 1905 r. przewidywał tylko 2 turbozespoły. Budowa, w czasie rozruchów rewolucyjnych lat 1905-1907 przerywana kilkakrotnie strajkami, postępowała dość opieszale i ciągnęła się blisko półtora roku. Dopiero w dniu 18 września 1907 r. włączono do sieci pierwszy z dwóch turbozespołów 3000 V, 1300 kVA (ok. 1,3 MW), turbina miała 1500 obrotów na minutę. Przy budowie elektrowni zastosowano konstrukcję żelbetową, nowatorską na owe czasy.

Elektrownia łódzka, druga pod względem wielkości w ówczesnym Królestwie Polskim po warszawskiej, była wybitnie „siłowa” – około 90% energii sprzedawanej w pierwszych latach jej działania służyło do napędu silników, w przeciwieństwie do elektrowni warszawskiej, która wówczas była niemal całkowicie elektrownią oświetleniową. Elektrownia łódzka nastawiała się głównie na dostawę energii elektrycznej dla przemysłu, gdyż było to dla fabryk znacznie wygodniejsze od użytkowania lokalnych maszyn parowych. Zainstalowane pojedyncze silniki elektryczne, o zazwyczaj dużej mocy (choć przeciętnie 10 kW), pełniły bez kłopotów tę rolę, jaką przedtem pełniła maszyna parowa.

W 1907 r. było 330 odbiorców, u których zainstalowano urządzenia o mocy około 2500 kW, w większości (221) były to silniki o łącznej mocy prawie 2000 kW. W 1908 r. było już 4100 kW, wyprodukowano 6 220 000 kWh energii, z której korzystało 601 odbiorców, przyłączona moc 5000 kW, w tym 430 silników o mocy łącznej 4000 kW.

Oświetlenie ulic i mieszkań traktowano jako zadanie uboczne, nie dające większych korzyści materialnych. Przy takim pojmowaniu zadań przez właścicieli elektrowni było zrozumiałe, że dopiero 11 maja 1908 roku zostały zainstalowane pierwsze, zaledwie cztery elektryczne lampy uliczne na Rynku Nowego Miasta. Szczęśliwie w 1908 roku ustały przeszkody natury formalno-prawnej – skończył się termin ważności koncesji gwarantującej Gazowni Łódzkiej wyłączność oświetlania ulic i placów miasta. Następne 92 uliczne lampy elektryczne zainstalowano w 1909 roku na ul. Piotrkowskiej, Dzielnej (ob. G. Narutowicza), Cegielnianej (ob. S. Jaracza). W ogóle lamp u 968 odbiorców było 33 600 o łącznej mocy 1800 kW, co w przeliczeniu daje moc lampy 50 W.

W 1913 i 1914 roku ulice Łodzi oświetlały zaledwie 163 uliczne lampy elektryczne, rugując lampy gazowe, przede wszystkim z ulicy Piotrkowskiej (od Nowego Rynku do ulicy Głównej). Moc prądnic w elektrowni wynosiła już 21 200 kW (czyli 21,2 MW), w 1913 r. wytworzono 44 000 000 kWh energii, którą po 190 km kabla doprowadzano pod napięciem 3000 V i 120 V do 6730 odbiorców, u których zainstalowane były odbiorniki o mocy 32 MW, w tym 161 000 lamp elektrycznych. Elektrownia zatrudniała 250 osób.

Fabrykanci budowali również własne elektrownie zakładowe. Jedna z nich, w zakładach Karola Wilhelma Scheiblera (tzn. od 1881 r. pierwszej w Łodzi spółki akcyjnej „Towarzystwo Akcyjne Manufaktur Bawełnianych Karola Scheiblera”) pierwsza elektrownia fabryczna Scheiblerów, przy ul. św. Emilii, początkowo na użytek domowy (choć słuszniej należałoby powiedzieć pałacowy), a później także do oświetlenia fabryki, zbudowana w 1912 r. i działająca jeszcze kilka lat temu z tym samymi turbogeneratorami, jest interesująca i z innego jeszcze powodu. Jest jedyną bodaj w Polsce elektrownią, której gmach został zbudowany w modnym podówczas stylu secesyjnym. Również i jej wnętrze jest utrzymane w tym stylu. Zachowało się do dziś. Cały obiekt jest znaczącym przykładem polskiej przemysłowej architektury secesyjnej.

I wojna światowa i na działalności łódzkiej elektrowni odbiła się niekorzystnie: spadło zapotrzebowanie na energię elektryczną. Wytwarzano trzykrotnie mniej energii, choć ilość odbiorców (przeważnie drobnych) nawet nieznacznie wzrosła. Najbardziej jednak dały się we znaki rekwizycje – okupant wywiózł do Niemiec 100 000 kg miedzi i takąż ilość ołowiu w formie kabli ziemnych wykopanych specjalnie z ulic miasta oraz miedziane urządzenia stacyjne i zapasy magazynowe miedzi. Wywieziono także dwa turbozespoły – udało się je po wojnie rewindykować w 1922, ale miedź i większość kabla do Łodzi nie wróciły.

Ogólna moc elektrowni łódzkiej wynosiła 20 000 kW „ … z których w czasie wojny (…) zarekwirowano 2 turbogeneratory, reprezentujące 8.000 kilowatów. Sieć kablowa podziemna ogólnej długości 196 km, przez okupantów zmniejszona w drodze rekwizycji do 172 km dostarcza prąd o napięciu 3.000 V i 120 V dla oświetlenia, celów przemysłowych i ruchu tramwajowego (…) Kolejek Dojazdowych do Zgierza, Aleksandrowa i Konstantynowa. (…) zatrudnia urzędników i robotników przeciętnie 250 osób (…) Od dnia 15 listopada 1918 znajduje się pod zarządem Państwowym i podlega Urzędowi Elektryfikacyjnemu przy Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Zarządcą Państwowym na mocy rozporządzenia Ministerstwa Przemysłu i Handlu ogłoszonego w „Monitorze Polskim” z dnia 28 czerwca 1919 za nr 1920 mianowanym został inż. Leon Golc.

Po wojnie zaczął się rozwój elektrowni, rozwój dość znaczny, bo na jej rozbudowę przeznaczano wszystkie zyski, jako że na razie nie było komu ich wypłacać w formie dywidendy. Odzyskanie prawa własności elektrowni to całe lata starań b. koncesjonariuszy w okresie międzywojennym. To całe pasmo nie przebierających w środkach zabiegów – wybiegów, kombinacji i oszustw. Dlatego elektrownia, która winna być upaństwowiona (i nawet była upaństwowiona przez kilka pierwszych lat) przeszła znów w ręce prywatne i do tego w dużej części niemieckie (po karkołomnym ominięciu przepisów traktatu wersalskiego). Koncesja została wydana w 1925 na mocy tzw. Uprawnienia Rządowego nr 12 na lat 40. Nie obyło się bez protestów działaczy samorządowych, mieszkańców Łodzi. Mimo to, elektrownia przeszła w ręce prywatne, miasto zostało oszukane, dostało zaledwie 20% akcji nowej spółki akcyjnej – „Łódzkiego Towarzystwa Elektrycznego SA”, reszta należała do kapitału szwajcarskiego a przede wszystkim belgijskiego oraz niemieckich kapitalistów. Była to już połowa roku 1930. Posiadaczom akcji wypłacano ogromne dywidendy, członkom zarządu horrendalnie wysokie pensje, a mimo to każdy rok bilansowy zamykano czystym zyskiem 4 milionów zł.

Po kilku latach sprawa łódzkiej elektrowni wypłynęła ponownie na powierzchnię. Okazało się bowiem, że najdroższy w Polsce prąd jest w mieście Łodzi. Prasa zaczęła bić na alarm. Historię wielkiego przemysłowego miasta, rzuconego na łup sprytnych geszefciarzy, przypominały czytelnikom dzienniki nie tylko łódzkie czy stołeczne, ale też poznańskie i śląskie. Ostra w tonie krytyka odezwała się z wielu naraz stron. W samych już tytułach gazety wołały: „Rak na organizmie państwa, kto rządzi w mieście Łodzi. Elektrownia wywozi ogromne kapitały. Afera z przekazaniem ważnego obiektu w obce ręce. Kto trzyma elektrownię w kieszeni. Mieszkaniec Łodzi płaci 76 groszy za jedną kilowatogodzinę. Elektrownia ściąga zbójecko wysoki haracz, a pieniądze wywozi za granicę”. „Łódź padła na kolana przed akcjonariuszami elektrowni. (…) Po to, żeby otrzymać zagraniczną pożyczkę magistrat oddal dobrowolnie akcje, które uzyskał w 1925 z tytułu umowy z Łódzkim Towarzystwem Elektrycznym. W ten oto sposób spór o elektrownię dobiegł końca. W ręce belgijskich finansistów wpadło kilka tysięcy akcji, z których każda przynosiła 6-procentową, murowaną dywidendę rocznie. Porównajmy: wpływy ze sprzedaży energii elektrycznej podnosiły się w 1937 do 23 000 000 złotych. Z tytułu dywidend z reszty posiadanych jeszcze akcji miastu wypłacono z tej sumy 400 000 złotych. Spisek międzynarodowych geszefciarzy zakończył się pełnym powodzeniem. Magistrat miasta Łodzi został wymanewrowany”.

W 1938 długość kabli wyniosła 991 km (380% wzrostu w porównaniu z 1921), ilość przyłączonych do sieci nieruchomości – prawie 20 000 czyli 98% wszystkich nieruchomości w granicach miasta przed 1939, dochód miasta ok. 1 miliona złotych, konsumpcja energii ogółem 140 000 000 kWh, na 1 mieszkańca 220 kWh rocznie – dla porównania w 1995 r. odbiorców energii elektrycznej było 325 000 (99%) a konsumpcja energii na 1 mieszkańca 700 kWh rocznie, na 1 odbiorcę 1800 kWh rocznie.

Na szpaltach łódzkich gazet przepowiadano nadejście ery dobrobytu i to za sprawą elektryczności. Twierdzono, że nie rewolucja społeczna, tylko rewolucja techniczna wybawi ludzkość z nędzy i chorób. Najważniejsze są wynalazki. Wynalazki związane z zastosowaniem elektryczności.

Po II wojnie światowej elektrownię upaństwowiono. Wkrótce zaczęto budowy elektrociepłowni, które zmieniły zasady gospodarki elektrycznej ale i cieplnej w mieście, wprowadzając centralne ogrzewanie do mieszkań (szczególnie w nowych blokach), szkół, szpitali, urzędów i fabryk oraz dostawy pary technologicznej do fabryk.

Czas płynął. Koło historii obróciło się i oto znów mamy spółki akcyjne, akcje, kapitał zagraniczny i rodzimy. Elektrownia, a właściwie cały zespół elektrociepłowni też jest spółką Dalkia Łódź SA.

Pierwsza elektrownia, też zaadaptowana przed laty na elektrociepłownię nie wytrzymała próby czasu, okazała się nieekonomiczna i przestarzała, przestała w 2005 roku działać. Nie dotrwała do stulecia urodzin.

Jednak nie zostanie rozebrana. W jej halach powstaje przy poparciu władz miasta ogromne, unikalne centrum kulturalno-rozrywkowe.

Centrum kulturalno-rozrywkowe w dawnej EC-1

15 maja 2008 roku wejdzie w życie uchwała Rady Miejskiej Łodzi o powstaniu instytucji EC1 Łódź Miasto Kultury. Radni postanowili przekazać na ten cel 6,5 mln zł w 2008 roku i 3,5 mln w roku następnym. Projekt zagospodarowania nowego centrum Łodzi (w tym EC1) przygotował światowej sławy architekt Rob Krier. Teren o powierzchni 90 ha otaczający dzisiejszy Dworzec Łódź-Fabryczna ma zostać przekształcony w wielki ośrodek kultury, m.in. w centrum festiwalowo-kongresowe, obiekty wystawiennicze, planetarium oraz studio filmowe Davida Lyncha, zajmujące się obróbką dźwięku. Tutaj będzie miał także swoją siedzibę Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage oraz być może wytwórnia filmowa Se-ma-for, współtwórca nagrodzonego w 2008 roku Oscarem Piotrusia i wilka.

Tekst udostępniany na licencji GNU Free Documentation License.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Elektrownia_przy_ul._Targowej_w_%C5%81odzi


Podziel się

Skomentuj