ENERGETYKON. III panel dyskusyjny

W panelu trzecim prof. Tadeusz Chmielniak z Politechniki Śląskiej przedstawił scenariusze rozwoju technologii energetycznych w świetle polityki ograniczenia emisji C02, starając się w swojej prezentacji maksymalnie unikać treści politycznych („ale nie zawsze się to udaje…").

Nie jesteśmy w stanie dzisiaj przewidzieć, które technologie sprawdzą się w przyszłości, ciągle też pojawiają się nowe rozwiązania – powiedział prof. Chmielniak. – Podejmując dzisiaj decyzję inwestycyjną, musimy też pamiętać, że jej skutki potrwają 30 lat. Dyskusja na te tematy będzie zatem stale aktualna.

Pocieszające, ale tylko częściowo, mogło być stwierdzenie, że „polska energetyka jest tak samo przestarzała, jak cała energetyka Unii Europejskiej, w tym –niemiecka”. Inne sformułowanie, przedstawione przez T. Chmielniaka, tak relatywnego optymizmu ze sobą nie niosło: Okazuje się, że mamy dzisiaj spożycie energii na głowę mniej więcej dwa razy niższe niż Czechy i nawet w 2030 r. nie osiągniemy ich obecnego poziomu.

W całym referacie naukowca ze Śląska przewijała się ostrożność w krytyce paliw kopalnych, a w szczególności węgla. W rozważaniach nad ewentualnym docelowym modelem polskiej energetyki prof. T. Chmielniak opowiedział się za wariantem mieszanym, wykorzystującym zarówno paliwa kopalne, odnawialne źródła energii, jak i energetykę jądrową. Przegląd znanych i mniej znanych technologii energetycznych nie nastraja zbyt optymistycznie, jeżeli chodzi o możliwość redukcji C02. OZE charakteryzują się „niską gęstością energetyczną”, a zeroemisyjne technologie węglowe są bardzo drogie. Należy stawiać równoległe na: spalanie w obecności tlenu, wychwytywanie C02 i zgazowanie węgla, bo te technologie będą się rozwijać w warunkach konkurencji, a to każdą z nich udoskonali. Przy okazji niejako profesor powiedział, by problemu sekwestracji dwutlenku węgla nie traktować jako zagadnienia „wiecznego”, lecz jako rozwiązanie chwilowe (tzn. na jakieś 40 lat!). Nauka zapewne w tym czasie wymyśli coś dla rozwiązania tej kwestii.

Problemem na dzisiaj jest kwestia rozwiązania „capture ready”, czyli instalacji przygotowanych pod wychwyt C02. Potrzebują one bardzo dużo ciepła („ponad połowa wytworzonego ciepła pochłaniana jest przez desorber”), stąd pomysł, aby je łączyć z instalacjami na biomasę, które wprawdzie dwutlenek węgla wytwarzają ale nie jest on zaliczany do puli „zakazanej”.

Prof. Chmielniak uważa, że , jedną z rzeczy, które można robić na pewno, to podnieść sprawności energetyczną w instalacjach spalających paliwa organiczne”, przy czym warto zwrócić uwagę energetyki na bloki gazowe, mogące osiągać sprawność 60 proc. i więcej, a produkujące znacznie mniej C02. Przyszłość należy do bloków kondensacyjnych o sprawności rzędu 52 proc. Taki blok demonstracyjny o mocy 500 MW powstaje – niemałym kosztem – w niemieckim Wilhelmshaven i ma

być gotowy w 2015 r.

Kolejny prelegent, prof. Andrzej Graczyk z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, skoncentrował się na pokazaniu ekonomicznych problemów dostosowywania polskiej energetyki do ochrony środowiska. Skupiamy się na kosztach ograniczania emisji dwutlenku węgla, o wiele mniej uwagi poświęcając ewentualnym korzyściom, jakie te procesy mogą przynieść – mówił Graczyk. – Czy mamy możliwość spełnienia warunków ekologicznych, jakie sami przed sobą stawiamy? To kolejne pytanie, na które warto szukać odpowiedzi. Wiosną 2009 r. będziemy podpisywać szczegółowe rozwiązania pakietu klimatyczno–energetycznego, w takich bólach negocjowanego przez Unię przez cały 2008 r. Warto pamiętać, że „rozwiązania te powinny być odpowiednie dla wszystkich sektorów gospodarki i dla wszystkich krajów członkowskich z uwzględnieniem ich uwarunkowań”.

Podsumowanie kosztów, jakie przyjdzie nam ponosić, budzi niepokój. Wdrożenia pakietu związanego z aukcjoningiem C02 to rocznie 4 mld euro. Do tego należy doliczyć roczny koszt uzyskania 15 proc. udziału OZE w bilansie energetycznym – 5 mld zł. Wraz z wdrożeniem tzw. białych certyfikatów łącznie ma to kosztować między 21 a 28 mld zł. Rocznie, bez wliczania kosztów pośrednich.

Ale jest i druga część rachunku. Instytut na rzecz Ekorozwoju przygotował szacunek zysków z wdrożenia termoizolacyjności, ze zwiększenia udziału OZE do 20 – 22 proc, ze sprzedaży uprawnień do emisji partnerom zagranicznym i doliczył się nawet 32 mld zł korzyści. Prof. A Graczyk zwraca uwagę, że prawdopodobnie po 2013 r. „przycięte” zostaną kwoty przeznaczane przez Unię na tzw. pakiet rolniczy. A wówczas biomasa, jej produkcja, przetwarzanie, transport itd. staną się dla wsi szansą dalszego rozwoju.

Jako ostatni w tym panelu głos zabrał prof. Jerzy Niewodniczański, prezes Państwowej Agencji Atomistyki. Swoje wystąpienie zatytułował: Energetyka ją drowa w Polsce?. Przypomniał kilka faktów zbyt słabo u nas znanych. Po pierwsze, że energetyka jądrowa ma już sporo ponad 50 lat, a więc można ją uznać za technologię dojrzałą i sprawdzoną. Przełom zapoczątkował prezydent USA, Dwight Eisenhower, rozbudzając nadzieje na tanią energię. W 1956 r. w Wielkiej Brytanii doszło do pierwszego, przemysłowego uruchomienia reaktora atomowego, włączonego do sieci przesyłowej. Rozpowszechniona dzisiaj technologia energetyki nuklearnej na elektronach powolnych niewiele różni

się od klasycznej elektrowni na paliwo organiczne – tłumaczył Jerzy Niewodniczański.

– W tych ostatnich spala się pali wo, by podgrzać wodę, a w elektrowniach atomowych woda

jest podgrzewana przez ciepło, pochodzą ce z rozpadu paliwa jądrowego. Ale potem wszystko przebiega tak samo. W 31 krajach pracuje obecnie 439 bloków atomowych. Jak podkreślił prezes PAA, do tej pory (w ciągu 52 lat!) doszło do zaledwie dwóch awarii, które pociągnęły za sobą ofiary śmiertelne. W tej chwili w budowie na całym świecie znajduje się 39 bloków. Wydaje się, że wieloletni paraliż energetyki atomowej, jaki zapanował po katastrofie w Czarnobylu, został przełamany.

Energetyka nuklearna jest dużo droższa od klasycznej, jeśli idzie o proces inwestycyjny; ale najtańsza w eksploatacji. Prof. Niewodniczański wskazał na dwa elementy, w których „atomówka” jest bezkonkurencyjna. Sprawność energetyczna najnowszego bloku w fińskim 01 – kiluoto (notabene, dokładnie takiego samego, jaki miał powstać w naszym Żarnowcu!) sięga 95,3 proc. Elektrownia atomowa potrzebuje rocznie jednego pociągu z paliwem, a elektrownia węglowa musi codziennie przyjąć trzy dostawy.

W Stanach Zjednoczonych okres użytkowania elektrowni atomowych wydłużono o 20 lat. Ta tendencja staje się powszechna. Siłownie nuklearne mogą pracować 40, a nawet 50 lat. To wydłuża okres spłaty inwestycji. A zatem rośnie racjonalność ekonomiczna rozwiązania nuklearnego. W ciągu 20 lat powinny zostać wdrożone reaktory atomowe czwartej generacji – wysokotemperaturowe. To otworzy przed nami zupełnie nowe, obiecujące perspektywy – przekonywał prezes PAA. Szczególnie atrakcyjna wydaje się technologia podwójnego spalania, w której miałby występować tandem: elektrownia węglowa–elektrownia atomowa, produkująca parę wodną przegrzaną powyżej 1 tys. stopni Celsjusza. W takiej temperaturze możliwy staje się rozkład wody na tlen i wodór bez stosowania elektrolizy. Tlen byłby spożytkowany do spalania węgla w technologii „Oxy”, a uzyskany C02 w połączeniu z wodorem daje gaz syntezowy, który jest ponownie spalany w elektrowni klasycznej. W efekcie węgiel spalany jest dwukrotnie.

Energia, nr 1 – 2 /165 – 166, styczeń – luty 2009, s. 9 – 10.

Kategoria: Bez kategorii

Podziel się

Skomentuj