Środa 27 sierpnia 2014 Zaloguj się, Zarejestruj się

Bezpieczeństwo energetyczne – scenariusze dla Polski

Autor Red, 26.08.2013, 09:29

 Wywiad z prof. dr hab. Pawłem Bożykiem, ekonomistą autorem książki „Bezpieczeństwo energetyczne Polski w ujęciu autonomicznym i zintegrowanym z Unią Europejską”

- Panie Profesorze, niedawno ukazała się książka powstała pod Pańskim kierownictwem – pt. „Bezpieczeństwo energetyczne Polski w ujęciu autonomicznym i zintegrowanym z Unią Europejską”. Co było główną przesłanką do podjęcia tak ważnego i tak kontrowersyjnego tematu?

- Dwa lata temu uzyskaliśmy grant z Komitetu Badań Naukowych, a konkretnie z Centrum Nauki Polskiej w Krakowie na taki właśnie cel – analizę bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. W ramach Akademii Finansów i Biznesu Vistula zorganizowaliśmy interdyscyplinarny zespół grupujący zarówno wybitnych naukowców, jak i praktyków związanych z Ministerstwem Gospodarki oraz innymi związanymi z problematyką  energetyczną uczelniami. Podczas13 seminariów analizowaliśmy zagadnienia związane z energetyką w Polsce i na świecie, a wspomniana publikacja to plon tych przemyśleń.

Chciałbym dodać, że poprzedni grant realizowany przez mój zespół dotyczył zagadnień wzrostu gospodarczego. Natrafiliśmy wówczas na problem bariery energetycznej warunkującej tempo wzrostu gospodarczego. To spowodowało moje zainteresowanie problematyką energetyczną, a całość tej tematyki będzie mieć istotny wpływ na przyszłość rozwoju gospodarczego naszego kraju.

W ostatnich trzech dekadach doszło do poważnych zmian w sferze energetycznej w Polsce i na świecie, szczególnie zaś w obszarze ropy naftowej i gazu ziemnego. Ponad 92 proc. ropy naftowej zużywanej w Polsce i grubo ponad połowa gazu ziemnego zużywanych w naszym kraju pochodzi z importu, co ma ogromny wpływ na nasz bilans handlowy.

Jak już wspomniałem, zmiany zachodzą w całym świecie, przy czym najistotniejsze zaszły w Stanach Zjednoczonych w ostatnim dziesięcioleciu w związku z rozpoczęciem eksploatacji na szeroką skalę złóż gazu łupkowego. Przedtem USA były w coraz wyższym stopniu uzależnione od importu gazu, już przygotowywano się do sprowadzania tego surowca z Rosji. To powodowało duży wzrost cen gazu na całym świecie. USA stawały się coraz bardziej zależne od importu, głównie z krajów arabskich. I wtedy doszło do łupkowej rewolucji, Stany Zjednoczone nagle z wielkiego importera stały się najpierw samowystarczalne, aż w końcu zaczęły eksportować gaz ziemny. To z kolei spowodowało spadek cen, co musiała zaakceptować także Rosja. Zaczęła obniżać ceny swojego gazu dla krajów Unii Europejskiej, a w końcu – także dla Polski. Im szybciej Polska uzyska dostęp do alternatywnych źródeł dostaw gazu, tym bardziej Rosjanie będą musieli obniżać nam cenę swojego surowca… Już teraz coraz większe znaczenie ma rynek spotowy gazu, na którym błękitne paliwo sprzedawane jest po cenach dnia.

- Chciałbym na chwilę wrócić do stwierdzenia Pana Profesora, że: „polska energetyka pracowała dotychczas bez większych zagrożeń, elektrownie i elektrociepłownie wybudowane prawie w całości w latach siedemdziesiątych były wciąż relatywnie młode, kopalń mieliśmy raczej za dużo niż za malo, myślano więc bardziej o tym, jak ograniczyć wydobycie węgla niż [jak] zwiększyć produkcję energii elektrycznej”; czy można prosić o rozwinięcie tej myśli?

- Tak. Mniej więcej w 2005 r. zaczęła w naszym kraju brać górę koncepcja, żeby przestać być „monotematycznie” uzależnionymi od rodzimego węgla i zacząć zdywersyfikować mix energetyczny. Ówczesny rząd bez wahania podpisał unijny pakiet energetyczno-klimatyczny, nie zastanawiając się głębiej nad ewentualnymi konsekwencjami porzucenia węgla. Za Unią pójść nawet do grobu – taki styl myślenia zyskał wówczas największą siłę przebicia.

A tymczasem w Unii wyraźnie górę zaczęły brać ugrupowania „klimatyczne”, za wszelką cenę dążące do zmniejszenia emisji CO2 o 20 proc. do roku 2020 i o 25 proc. do 2030 r. Przez pierwsze 7 lat od chwili podpisania pakietu klimatyczno-energetycznego za emisję CO2 płacić nie było trzeba. Od tego roku sytuacja zaczęła się zmieniać; płacić trzeba, choć na razie – na skutek kryzysu ekonomicznego – ceny pozwoleń na emisję są bardzo niskie.

W 2005 r. założono – chyba zbyt pochopnie – dywersyfikację źródeł energii pierwotnej, stawiając m. in. na gaz oraz na odnawialne źródeł energii, licząc, że okażą się one tańsze od węgla.

Myśmy zbadali dogłębnie tę sprawę; gaz jest o wiele droższy, OZE także. Ale po pierwsze myśmy zaczęli, sami z siebie, ograniczać wydobycie węgla, a po drugie limity emisji CO2 przyznane przez unią Europejską dla Polski wymuszały i wciąż wymuszają rezygnację z części źródeł węglowych. Przyznany pierwotnie limit emisji CO2 w wysokości 208,5 mln t rocznie w tym roku skurczył się o 30 procent – do 146 mln t, a w roku przyszłym o 40 proc., by w roku 2020 dojść do zera! Sam koszt zakupu przez nasz kraj praw do emisji dwutlenku węgla szacowany jest obecnie na 4,8-7,3 mld euro rocznie, chyba że drastycznie ograniczymy tę emisję. Aby tego dokonać, powinniśmy zrealizować inwestycje, które jeszcze nie powstały, głównie z braku środków na nie. Nasz rząd wpadł w panikę w związku z tym i zaczął blokować parafowanie porozumienia energetycznego.

Polska pozostaje wciąż uzależniona od węgla, z którego – kamiennego i brunatnego łącznie – wytwarzamy 93 proc. energii elektrycznej. W oparciu o gaz produkujemy zaledwie 3,4 proc. tej energii, zaś OZE dają 3,6 proc. polskiej produkcji energii elektrycznej.

Co więcej, węgiel (kamienny) w 80 proc. zaspokaja polskie potrzeby w zakresie produkcji ciepła, głównie dla celów grzewczych. Tylko 8 proc. dostarczają OZE, a 12 proc. gaz ziemny oraz drewno.

- Jednak w Polsce węgiel kamienny zdaje się tracić na znaczeniu…

- W latach 70. Polska była drugim po Stanach Zjednoczonych eksporterem węgla. Obecnie zajmujemy 11 miejsce w świecie po Stanach Zjednoczonych, Chinach, Australii, Rosji, Indonezji, Kolumbii, RPA, Wietnamie i Kazachstanie. Jeszcze w 1990 r. eksportowaliśmy rocznie 30 mln t węgla kamiennego, obecnie – tylko 6 mln t. Natomiast nieprzerwanie rośnie import tańszego, zagranicznego węgla do Polski: w 2010 r. było to 12 mln, w tym roku należy się spodziewać już 14 mln ton!

W ostatniej dekadzie w świecie nastąpił wzrost wydobycia węgla kamiennego o 70 proc. (brunatnego o 10 proc.), natomiast w naszym kraju spada poniżej 80 mln t/rok, chociaż w 1979 r. wydobyliśmy 201 mln t, w latach 80. około 180 mln t/rok, a trend spadkowy i zamykania kopalń – utrzymuje się. Odwrotnie w stosunku do trendu światowego.

- Czy bezpieczeństwo energetyczne Polski na tym zyskuje czy traci?

- W ostatnim dziesięcioleciu zależność energetyczna Polski od importu nośników energii, nie tylko tradycyjnie ropy naftowej i gazu, ale także węgla kamiennego, zwiększyła się z 11,2 proc. na początku dekady do 30,4 proc. obecnie.

Liczby nie kłamią: energia elektryczna wytwarzana w blokach gazowych jest 2-3-krotnie droższa od tej z bloków węglowych, przy czym jednostki pracujące na węglu brunatnym (np. Bełchatów) należą do bezwzględnie najtańszych. Ale jest u nas trend skazujący węgiel na pożarcie, bo „tak chce Unia”. Elektrownie na gazie są nie tylko bardzo drogie w eksploatacji, ale także wytwarzają CO2, choć o połowę mniej. Z kolei elektrownie wiatrowe i jądrowe są relatywnie najdroższe. Wiele nadziei pokładano w gazie łupkowym, który miał wyprzeć drogi gaz importowany z Rosji. Niestety, ostatni raport Państwowego Instytutu Geologicznego rozwiewa te marzenia: łupków mamy mniej niż oczekiwano, a zawartość w nim paliwa nadającego się do ekonomicznie opłacalnej eksploatacji jest jeszcze niższa.

Wszystko wskazuje zatem, że polska polityka energetyczna to efekt bezwładności, zwłaszcza w zakresie zmian w strukturze zużycia podstawowych nośników energii. Węgla wydobywamy mniej, bo jest „nieopłacalny”, a jest taki, gdyż nasze kopalnie są niedoinwestowane i wyeksploatowane. Pracują w nich wciąż maszyny pochodzące z odległej przeszłości, marnujące sporą część węgla możliwego do pozyskania. Przemysł węglowy nie może znaleźć inwestora, państwo tego podjąć się nie może, a spółki węglowe starają się uzyskiwać jak największe zyski bieżące, minimalizując własne nakłady inwestycyjne.

- Brzmi to niezwykle groźnie. Jakie są zatem możliwe scenariusze na nadchodzącą przyszłość, bo trudno uwierzyć, by istniał tylko jeden – totalnej energetycznej zapaści?

- Totalna zapaść nam nie grozi, drogi rozwoju są dwie, a może nawet trzy. Pierwszy scenariusz na nadchodzącą przyszłość możemy nazwać „autonomicznym”, a opiera się on na dalszym szerokim wykorzystywaniu węgla kamiennego i brunatnego, przy czym nie powinien on mieć wiele wspólnego z obecnie panującą sytuacją, w której kopalnie i elektrownie pracują pod groźbą rychłego zamknięcia.

Z naszych szacunków wynika, że tylko 12 kopalń węgla kamiennego może dotrwać do roku 2030 z łącznym wydobyciem na poziomie 50 mln t/rok. To oznacza, że polskie elektrownie i elektrociepłownie potrzebowałyby dodatkowo około 30 mln t węgla kamiennego na rok z wydobycia własnego (przy modernizacji części kopalń oraz budowie nowych), a także z importu. Niezbędne w tym scenariuszu są zmiany w produkcji energii elektrycznej; konieczne będzie szybkie wdrożenie nowych  generatorów, lepiej wykorzystujących paliwo węglowe,  tym samym ograniczając wpływ kar płaconych za emisje CO2 na wynik finansowy. Notabene polska energetyka, jak mało która w świecie, znacznie zmniejszyła zanieczyszczanie środowiska. Niezbędne też będzie postawienie 6 nowych elektrowni węglowych (co 3 lata – jednej), pracujących w najnowocześniejszych technologiach, zarówno pod względem efektywności produkcji, jak i ochrony środowiska, co pozwoliłoby nam sprostać coraz surowszym normom ekologicznym narzucanym nam przez Unię.

- A drugi scenariusz?

- Drugi możliwy przebieg rozwoju energetycznego Polski nazywam „unijnym”, bowiem opiera się on na bezwzględnym podporządkowaniu się modelowi energetycznemu panującemu w Unii Europejskiej. W UE tylko 41 proc. energii elektrycznej powstaje z węgla, 26 proc. pochodzi z energetyki jądrowej (której my nie posiadamy, ale którą podobno mamy budować, aczkolwiek idzie to bardzo nieśpiesznie), 22 proc. w oparciu o gaz ziemny i 11 proc. z OZE, przy czym te proporcje mają się do 2030 r. zmienić na korzyść gazu (do 28 proc.) i źródeł odnawialnych (do 18 proc.).

Warto tu zauważyć, że jeśli ostatnie deklaracje polityczne Niemiec i Francji zostaną zrealizowane i w krajach tych spadnie udział energetyki nuklearnej w produkcji energii elektrycznej to siłą rzeczy będzie musiał wzrosnąć procent energii wytwarzanej z węgla…

Uważamy, że scenariusz „unijny” jest dla Polski nierealny i nie przyniósłby żadnych korzyści, jedynie dotkliwe straty. W 2010 r. Polska zużyła w ciągu roku 65-70 mln t węgla kamiennego i 55-58 mln t – brunatnego. Gdyby chcieć zastąpić to gazem ziemnym, potrzebowalibyśmy go aż 60 mld metrów sześciennych, podczas gdy zużyliśmy go niewiele ponad 14 mld m sześc., z czego aż 47 proc. pochodziło z Rosji, a więc był on b. drogi.

Pakiet energetyczno-klimatyczny Unii Europejskiej uznać należy za próbę przełożenia marzeń na rzeczywistość. Polska nie ma jakichkolwiek możliwości, by taki pakiet realizować w wyznaczonym przez Brukselę horyzoncie czasowym.

- No to może ten trzeci scenariusz, o którym Pan Profesor wspominał, byłby realny dla Polski i do zaakceptowania przez Brukselę? Jak on wygląda?

- Założenie wyjściowe jest takie – równorzędne traktowanie wszystkich źródeł energii, a jedynym kryterium ich wyboru jest bezpieczeństwo energetyczne kraju. Za takim podejściem przemawia również marginalny udział krajów Unii Europejskiej w światowej emisji zanieczyszczeń atmosfery, wynoszący mniej niż 14 proc. i stale malejący. Ponad 70 proc. tych emisji przypada na Stany Zjednoczone, Chiny, Japonię, Indie, Rosję i RPA – czyli kraje, które nie podpisały, bądź nie przedłużyły Protokołu z Kioto, który przez Unię Europejską traktowany jest jak nietykalna świętość. USA, Japonia, Kanada czy kraje BRIC mogą emitować bezpłatnie coraz większe ilości CO2, nie zważając na skutki ekologiczne i argumentując, że to nie przemysłowe emisje, lecz długookresowe zmiany klimatu, zachodzące w wyniku zjawisk pozaziemskich, przynoszą ocieplenie klimatu.

W 2030 r. – według szacunków – energia wiatrowa, słoneczna i pozostałe OZE będą stanowić mniej  niż 1/5 produkcji energii w UE. Ale dla Polski sukcesem byłoby uzyskanie 10 proc. energii pochodzącej z OZE. Inne są bowiem u nas geofizyczne warunki produkcji energetycznej, inna efektywność wytwarzania.

To skłania do postawienia tezy, że jedynie scenariusz równorzędnego traktowania wszystkich źródeł energii pod kątem bezpieczeństwa energetycznego jest dla Polski realny i ekonomicznie najbardziej opłacalny, aczkolwiek w przypadku realizacji tego scenariusza stopień bezpieczeństwa energetycznego kraju byłby niższy niż w przypadku scenariusza autonomicznego, zakładającego nadal oparcie o węgiel.

Scenariusz równorzędnego traktowania wszystkich źródeł energii opiera się – podobnie jak scenariusz „unijny” wysuwający na plan pierwszy nadrzędne kryterium ochrony klimatu -  na zintegrowanym z innymi krajami Unii podejściu do bezpieczeństwa energetycznego. Oznacza to solidarność w przeciwdziałaniu skutkom zanieczyszczenia środowiska naturalnego przez CO2 i pyły powstające przy spalaniu pierwotnych nośników energii, a nie narzucania wszystkim państwom członkowskim jednolitej struktury wykorzystywania nośników energii i karaniu tych, którzy dyrektywy nie wykonują.

Ważną rolę powinna w tym scenariuszu odegrać zmiana struktury konsumpcji w zakresie oszczędniejszego korzystania z energii, rezygnacja z produkcji i importu wyrobów energochłonnych i zastępowanie ich produktami energooszczędnymi. Szczególne znaczenie mieć tu będzie reorientacja budownictwa mieszkaniowego w stronę technologii energooszczędnych, a potem – pasywnych.

- Z Pańskich słów wynika, że obecna polityka klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Polski, a po części – interesom gospodarczym Europy…

- Faktem jest, że z uwagi na wyjątkowy mix energetyczny Polska jest w Unii Europejskim trzecim – po Niemczech i Francji – emitentem CO2, a w przeliczeniu na 1 mieszkańca nawet pierwszym. Stawia to nas w niekorzystnej pozycji negocjacyjnej.

I tu pojawia się kilka zasadniczych wątpliwości; pierwsza z nich jest taka: dlaczego tylko państwa Unii Europejskiej mają ponosić ciężar przeciwdziałania zanieczyszczeniu środowiska naturalnego, skoro znacznie więksi emitenci działają bezkarnie i bezpłatnie?

Druga wątpliwość jest taka: dlaczego Unia przyjęła jako pewnik stanowisko swoich ekologów, że to właśnie akurat emisja dwutlenku węgla stanowi główną przyczynę tzw. efektu cieplarnianego. Grupa naukowców, mająca zdanie przeciwne, jest …nie mniej liczna niż ortodoksyjni ekolodzy zwalczający „gospodarkę węglową”. Przecież bez dwutlenku węgla nie byłoby życia na Ziemi! Coś tu jest nie tak. Zupełnie nie zwraca się uwagi na opinie, podzielane przez wielu poważnych badaczy, że u podstaw obecnych perturbacji klimatycznych leży nie obecność CO2 w atmosferze ziemskiej (będąca co najwyżej skutkiem, nie przyczyną), ale niezależne od woli człowieka naturalne cykle kosmiczne (np. wybuchy na Słońcu) czy też okresowe zbliżanie się Ziemi do naszej gwiazdy. Wystarczy wziąć pod uwagę wyniki badań nad historią kuli ziemskiej, wszystkie, a nie wyrywkowo, by przekonać się, że obecny poziom stężenia CO2 w atmosferze ziemskiej wcale nie jest wyjątkowo wysoki.

Trzecia wątpliwość sprowadza się do pytania, dlaczego w istniejących obecnie uwarunkowaniach tak ekonomicznych, jak i czysto energetycznych, akurat Polska miałaby ponieść największy w Unii Europejskiej (w przeliczeniu na 1 obywatela) ciężar wdrażania pakietu klimatyczno-energetycznego?! Czy tylko dlatego, że posiadamy duże złoża węgla, jeszcze do niedawna dającego nam najwyższy w UE stopień bezpieczeństwa energetycznego, podczas gdy inne kraje unijne nie posiadają go wcale bądź niewiele? A Polska, w odróżnieniu np. od Szwecji, Francji, Włoch, Hiszpanii czy Austrii – nie posiada podobnych możliwości rozwoju hydroenergetyki, a w przeciwieństwie do Danii, Niemiec czy Wielkiej Brytanii nie dysponuje warunkami do szerokiego rozwoju energetyki wiatrowej. My, niestety, mamy niepopularny w UE węgiel…

 

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Login:
Komentarz:

Kontakt

Serwisy społecznościowe

Najpopularniejsze działy

© 2010-2013 Agencja Promocji Energii   Wszelkie prawa zastrzeżone.