PGE może brać Energę?
„Dziennik Gazeta Prawna” zwrócił się z pytaniem do byłego szefa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta z pytaniem, czy Polska Grupa Energetyczna może kupować Energę bez szkody dla rynku energii elektrycznej w Polsce. Obecna prezes UOKiK, Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel jeszcze 21 bm. twierdziła, że nie. Cezary Banasiński, jej poprzednik twierdzi jednak, że tak, może, bo przejęcie gdańskiej spółki ma charakter… polityczny, a nie rynkowy. Podstawą do takie stwierdzenia jest to, że inni oferenci są też państwowi.
No to przyjrzyjmy się, na ile stwierdzenia pana Prezesa Banasińskiego pozostają w zgodzie z rzeczywistością?
Oferty kupna Energi złożyło pięć podmiotów. Z przecieków wiadomo, że jednym z nich jest państwowa PGE, innym państwowy (Czesi temu gorąco zaprzeczą) CEZ, jeszcze innym Elektrownia „Połaniec” kontrolowana przez GdF Suez, którą trudno uznać za państwową, aczkolwiek część kapitału w GdF ma taki charakter. Ale ofertę złożył też Kulczyk Investments i czeska grupa Energeticky a Prujmyslovy Holding Zdenka Bakali, a ani Jan Kulczyk, ani Zdenek Bakal państwowi nigdy nie byli!
W to, że PGE mówi, że chce kupić Energę, by ona nadal sobie istniała jako niezawisły podmiot, można wierzyć lub nie; natomiast z biznesowego punktu widzenia stałaby się ona częścią PGE i już.
Przy okazji warto byłoby – może nawet w Sejmie?! – zastanowić się nad rozbieżnością między faktycznym a propagandowym stanem konkurencji między poszczególnymi podmiotami na rynku krajowym energii elektrycznej i porównać to z tym, jak to wygląda w innych krajach Unii Europejskiej. Z pewnością w Polsce konkurencja jest większa niż we Francji oraz Czechach, skąd pochodzą oferenci na akcje Energi…
A że sprawa jest polityczna – święta racja.
