Nowelizacja prawa energetycznego
Z posłem Antonim Mężydło, wiceprzewodniczącym Sejmowej Komisji Gospodarki, rozmawia Bogdan Mikołajczyk
ZOBACZ TAKŻE

W pierwszych dniach stycznia (8.01) Sejm przegłosował poprawki Senatu do nowelizowanej Ustawy Prawo energetyczne. Zakończyła się parlamentarna procedura nad tą nowelizacją. Prace trwały ponad rok. Długo. Dlaczego aż tyle?
W parlamencie proces legislacyjny trwał krócej, niespełna pół roku. Długie były uzgodnienia międzyresortowe, zanim projekt wyszedł z rządu. Energetyka jest sektorem państwowym, formalnie podlega resortowi Skarbu Państwa, ale jednocześnie większość regulacji ma swoim ręku resort gospodarki.
Czy ta względna przewlekłość nie wynikała też z tego, że różni gracze rynku energii mają różne interesy i nad każdym kompromisem trzeba czasem mozolnie popracować?
To prawda. Trwało to długo również ze względu na lobbing w Sejmie. Tu widać było interesy różnych grup. A jako Sejmowa Komisja Gospodarki powinniśmy mieć w polu widzenia głównie odbiorcę energii, tworzenie takiego rynku, który przynosiłby największą korzyść użytkownikom energii, tak indywidualnym jak przemysłowym.
Jakie główne problemy ma załatwić, czy też spróbuje załatwić nowelizacja?
Generalnie ma przystosować nasze prawo energetyczne do standardów UE. Ma przyspieszyć budowanie konkurencyjnego rynku energii, wzmocnić bezpieczeństwo dostaw energii, wesprzeć wdrażanie zasady TPA czyli swobodnego dostępu do rynku partnerów trzecich. Chodzi wreszcie o tworzenie warunków dla rozbudowy OZE i zwiększenia udziału źródeł ?czystych? w bilansie energetycznym. To najważniejsze i najtrudniejsze problemy, kluczowe sprawy.
Pojawił się ostatnio problem lawinowego, można powiedzieć, napływu wniosków o warunki przyłączenia farm wiatrowych do sieci. Jest ich tak dużo, że sieć nie byłaby w stanie odebrać deklarowanej mocy. Napływ zgłoszeń, z których większość nie zmierzała do szybkiego uruchomienia inwestycji ? blokuje procedury, otwiera pole do handlowania pozwoleniami. Znowelizowana ustawa ma temu przeciwdziałać. Przy składaniu wniosku trzeba będzie wnieść odpowiednio wysoką opłatę koncesyjną zależną od przewidywanej mocy farmy i mieć plan zagospodarowania przestrzennego dla inwestycji. Czy to rozwiąże sprawę? Tak do końca nie wiadomo. Opinie są różne. Zobaczymy, co przyniesie praktyka. Ważne jest, żeby ta zmiana nie przyblokowała inwestycji. Jest ich wciąż mało.
Rzeczywiście PSE Operator sygnalizuje ostatnio, że do tej pory wydano warunki przyłączenia dla 12,3 tys. MW mocy z farm wiatrowych, na rozpatrzenia czekają wnioski opiewające na kolejne 53 tys. MW. Jest to więcej niż cały dzisiejszy potencjał naszych elektrowni (ok. 34 tys. MW) i wielokrotnie więcej niż wymagania stawiane Polsce w pakiecie energetyczno-klimatycznym. Ich spełnienie wymaga uruchomienia do 2030 r. 8 tys. MW mocy z wiatru…
Formalnych wniosków jest rzeczywiście dużo, natomiast inwestorzy tak za bardzo się nie kwapią z budową farm. Kryzys przyhamował ich zamiary. Tymczasem po to, by zrealizować unijną strategię 3×20 proc. powinniśmy w segmencie energetyki wiatrowej przyłączać rocznie ponad 600 MW. W ciągu ostatnich lat zbudowaliśmy łącznie 800 MW. Idzie to wolno. Wiem, że operatorzy sieci przesyłowej są dość sceptycznie nastawieni do wiatraków, jako źródła niestabilnego czy destabilizującego system. Te obawy biorą się chyba stąd, że mamy słabo rozbudowaną sieć. Hamulcem są sieci. Tu nie ma inwestycji. Pojawiły się głosy, żeby dotować rozwój sieci ? kosztem mniejszego dofinansowania inwestycji w OZE. Sytuacja taka jak obecnie jeszcze bardziej pogłębia dysproporcje pomiędzy wielkością wyprodukowanej energii, a możliwościami jej przetransportowania. Przesył energii to jest najsłabsze ogniwo naszego systemu. I to jest największa bolączka.
W znowelizowanej ustawie mocny akcent położony został na rolnictwo energetyczne, na biopaliwa, biomasę, ?zielone moce?.
To prawda. Bardzo uprzywilejowany został np. biogaz rolniczy. Podłączony do sieci gazowej ? po spełnieniu odpowiednich wymagań jakościowych ? będzie korzystał z systemu wsparcia bezpośredniego w postaci zielonych certyfikatów tak, jak energia z wiatraków czy ogniw słonecznych.
No ale nowa ustawa stawia wiele wymagań formalnych adresowanych do producentów biogazu rolniczego, takich jak sprawozdania, pozwolenia, kontrole. Czy to wszystko nie ostudzi zapału wsi do biogazowni? Rolnicy ? jak mało kto nie lubią papierkowej roboty…
Były na ten temat dyskusje w Komisji. Cały ten segment energetyki wyprowadzony został z gestii URE do Agencji Rynku Rolnego, która ma bezpośredni kontakt z producentami rolnymi w większości rozproszonymi. A kontrole? Tu gdzie jest pomoc publiczna ? nie można się bez nich obyć.
Jest tylko pytanie, czy one mają dotyczyć także małych biogazowni pracujących na potrzeby swojego gospodarstwa, swojej farmy, niewyprowadzających energii na zewnątrz, do sieci?
Pomysłowość ludzi, umiejętność wykorzystywania luk w prawie jest tak duża, że nie wiadomo, czym tak naprawdę regulacja prawna się skończy i czy nie trzeba będzie jej uszczelniać. Z własnego doświadczania legislacyjnego wiem, że nie da się stworzyć prawa, które byłoby absolutnie szczelne.
Ustawa ma odblokować konkurencje na rynku energii. Czy to, co proponuje, tzn. obligatoryjną sprzedaż części wyprodukowanej mocy przez giełdę, będzie wystarczająco skuteczne?
Najlepiej byłoby rozbić monopole, które zostały utworzone po tzw. konsolidacji przeprowadzonej w ubiegłej kadencji. To był krok wstecz. Ale w tej chwili nie ma zainteresowania takim rozwiązaniem ani w MSP ani w MG. Skoro tak – to korzystamy z rozwiązań które są stosowane w Europie. Czyli sprzedaży przez giełdę tak, by własna spółka obrotu hurtowego nie wiedziała, od jakiego producenta kupuje energię.
Nie mniej niż 15 proc. energii jej producent będzie obowiązany sprzedać na giełdach towarowych lub na rynku regulowanym w rozumieniu Ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączone z tego obowiązku są źródła odnawialne i kogeneracyjne oraz instalacje poniżej 50 MW. Realnie oznacza to, że ok. 9 proc. całego obrotu energii będzie szło przez giełdę.
Początkowe przymiarki były większe…
Tak. To co zostało przyjęte to pierwszy krok, zaledwie uchylenie drzwi. Nawiasem mówiąc, w pewnym momencie były one już zamykane, bo w tym, co wyszło z Sejmu, w pierwszej wersji nie było w ogóle obligatoryjności obrotu przez giełdę, była fakultatywność wraz z rynkami hurtowymi.
Przy okazji wprowadzania poprawek doszło do zgubienia przecinka w poprawce nr 17, co zdaniem posłów opozycji zmieniło intencje wnioskodawcy. Brak przecinka spowodował, że internetowe platformy handlowe mogłyby wypaść z obrotu, gdyż nie są rynkiem regulowanym w rozumieniu Ustawy o obrocie instrumentami finansowymi…
Powstał zapis błędny gramatycznie, trudny do zinterpretowania. Musimy to naprawić zanim ustawa zacznie obowiązywać. Obrót giełdowy ma wejść w życie w pół roku po nowelizacji. Do tego czasu złożymy poselski projekt ustawy z jednym artykułem przywracającym feralny przecinek.
Analogia do słynnej formuły ?lub czasopism? jest w tym przypadku nieuprawniona, choć niektórzy próbowali do niej nawiązywać, dopatrując się jakiegoś niedozwolonego lobbingu w Senacie, gdzie przecinek został zgubiony.
A jak w znowelizowanej ustawie regulowane są kwestie bezpieczeństwa dostaw energii, temat gorący w związku z licznymi awariami sieci spowodowanymi tegoroczną zimą, wyjątkowo niełaskawą dla przesyłu prądu.
Pewne kwestie zostały uściślone w stosunki do tego, co obowiązuje aktualnie i dostosowane do wymagań unijnych. Co ciekawe legislatorzy w Senacie zwrócili uwagę na ważny problem dotyczący odszkodowań za straty spowodowane przerwami w dopływie prądu. Dzisiaj nikt ich nie pokrywa, bo koszty odszkodowań byłyby tak duże, że mogło by nie być chętnych do wytwarzania czy przesyłania energii. Prawnicy w Senacie zaproponowali wprowadzenie ubezpieczenia od takich sytuacji awaryjnych. To nie była poprawka senacka, ale luźna propozycja do dyskusji. URE był przeciw. Uważam, że trzeba by się z tym zmierzyć. Być może w przyszłości do tego wrócimy. Ale potrzebne będą bardzo rzetelne obliczenia, ile takie ubezpieczenie miałoby kosztować i o ile wzrosła by w związku z tym cena energii, bo przecież te koszty poszły by w taryfę cenową.
A uwolnienie cen prądu w sektorze ?G?, gospodarstw domowych? O tym w ustawie się nie wspomina. Tymczasem rząd przygotowuje specjalną ścieżkę uwolnienia tych cen wraz z wprowadzeniem ulg dla tzw. odbiorców wrażliwych, słabszych ekonomicznie.
Dzisiaj mamy taryfowanie dla całej grypy ?G?, bo jeszcze nie widać konkurencji. Liczymy na to, że jak ruszy, to powstaną warunki do pełnego urynkowienia cen prądu także dla gospodarstw domowych. W takiej sytuacji potrzebne będą dopłaty. Tego wymaga prawo unijne. Bruksela dopuszcza różne formy tego wsparcia.
Póki co URE nie rezygnuje z zatwierdzania taryf. PGE i Tauron walczą o swoje ceny na 2010 r., spółki Vattenfall i RWE omijają regulatora wielkim łukiem i czują się zwolnione z obowiązku taryfowania. Jak to skomentować ?
Wykorzystują zamieszanie, że poprzedni prezes URE ogłosił uwolnienie wszystkich cen, a następny się z tego wycofał. Mają mocnych prawników i podobno sąd przyznał im racje. Gdybyśmy mieli sprawniejsze sądy gospodarcze ? to myślę, że by tego nie ryzykowali.
Ale to chyba nie najlepiej świadczy o naszym prawie i jego egzekwowaniu…
To prawda. Przede wszystkim uważam, że to URE ma za małe kompetencje. Były wnioski, żeby regulatora wzmocnić, ale tu zaważyła postawa MG, które jest temu przeciwne. URE powinien być instytucją niezależną od rządu, nawet od premiera poza tym, że szef rządu powoływałby prezesa na określoną kadencję i miał prawo go zmienić, ale tylko w określonych przypadkach. URE powinien być niezależnym regulatorem typu amerykańskiego.
Są szanse na przeforsowanie takiego rozwiązania ?
Skoro UKE z prezes Strężyńską potrafił się wybić na duży margines niezależności, to dlaczego URE nie mógłby pójść tym tropem.
Czy poseł, który aktywnie uczestniczył w pracach nad nowelizacją prawa energetycznego jest na koniec usatysfakcjonowany?
To nie jest ustawa doskonała. Oceniam ją na trójkę z plusem. Żadnego problemu nie rozwiązuje do końca w sposób zdecydowany. Zrobiony został krok naprzód, powinno być lepiej niż było. W wielu sprawach zabrakło odwagi do przeprowadzenia radykalnych zmian. Dla przykładu można było zadbać o wzmocnienie regulatora rynku. Zatrzymaliśmy się moim zdaniem w pół kroku z obowiązkiem giełdowym. Najlepszy zapis w tej sprawie to był ten, który wyszedł z Komisji Gospodarki i postulował zwiększenie obrotów przez giełdę do 50 proc. To pozwoliłoby załatwić cenę referencyjną. Przy przyjętych 15 proc. nie da się tego zrobić ze względu na niska płynność na giełdzie.
Większość problemów rozwiązana została na zasadzie kompromisu, który w pewnych sprawach załatwiony został na wysokim szczeblu politycznym. Konsensus to jest generalnie właściwa droga, ale w energetyce jest wiele kwestii, których nie da się rozwiązać z dobrym skutkiem, kompromisowo.
Dziękuję za rozmowę.
