Kali zwalczać dwutlenek
Unia Europejska stara się przekonać do założenia, by do 2050 r. o 95 proc. ograniczyć emisję gazów cieplarnianych oraz ograniczyć konsumpcję węgla kamiennego i brunatnego tylko z instalacjami CCS, co budzi niepokój wśród polskich (i nie tylko polskich) górników i energetyków. Kłopot z technologią CCS polega na tym, że znajduje się ona w stadium prac badawczych, to nadal technologia nieznana.
ZOBACZ TAKŻE
Na przykład Austria wprowadziła całkowity zakaz składowania na swym terenie dwutlenku węgla. Niemcy też są wysoce niechętne składowaniu dwutlenku węgla u siebie, natomiast myślą o transportowaniu go poza granice Niemiec. Wstępne badania społeczne w Holandii również przyniosły podobne rezultaty: ludzie nie chcą CO2 w powietrzu, ale też nie chcą jego składowania na swoim terytorium… Gdzie indziej – a, proszę bardzo! Tylko – gdzie?
Może w Polsce? Nasz kraj, wraz ze swoim wcale niemałym potencjałem naukowym związanym z węglem, chętnie zaangażował się programy unijne związane z CCS. Na fali euforii włączyliśmy się w dwa z dwunastu unijnych programów badawczych CCS. Pierwszy to instalacji przy najnowszym bloku PGE Elektrowni „Bełchatów” o mocy 858 MW; drugim miała być elektrownia polipaliwowa w Zakładach Azotowych „Kędzierzyn”; ZAK pierwszy zorientował się, że wychwyt i składowania CO2 to finansowa beczka bez dna, technologia trudna i niepewna, energetycznie zaś – kompletnie bezcelowa. Dla Polski lansowanie CCS to problem, bo ponad 90 proc. energii elektrycznej wytwarzamy z węgla, kamiennego bądź brunatnego. I jest to paliwo rodzime. Tak więc cała koncepcja bezpieczeństwa energetycznego opiera się na posiadania u siebie złóż węgla i jego wykorzystywaniu we własnych elektrowniach. Teraz nagle okazuje się, że węgiel to jakaś trucizna, zatem entuzjazm wobec podziemnego składowania tego gazu może budzić jeszcze większe opory wobec tego paliwa.
CCS podnosi koszt produkcji energii elektrycznej o 20 do 90 proc.! Najmniej w przypadku technologii z zastosowaniem zgazowania węgla – u nas znanej tylko w teorii, a najwięcej w przypadku spalania pyłu węglowego, czyli naszej praktyki… Najdroższy jest wychwyt CO2 – 25-60 euro/tonę, potem zatłaczanie i składowanie – 10-20 euro/tonę, a najtaniej wychodzi transport – 1-4 euro/tonę. Tylko że eksperci zwracają uwagę, że to właśnie transport stanowi piętę achillesową koncepcji CCS, tu są największe niebezpieczeństwa!
Unia patrzy na to z zupełnie odmienna optyką. Emisja antropogeniczna CO2 (czyli – spowodowana umyślnie lub nie przez człowieka) ze spalania paliw kopalnych na świecie w 2010 r. przekroczyła wraz z produkcją cementu, wylesianiem i innymi tego rodzaju aktywnościami – 10 mld ton czystego węgla.
Naukowcy twierdzą, że emisje dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych na świecie wzrosły w ostatnich 20 latach aż o 49 proc. Wyniki analiz, wykonanych w ramach Global Carbon Project pokazują też, że emisje CO2 ze spalania węgla, ropy i innych paliw kopalnych w samym 2010 r. wzrosły o 5,9 proc., zaś od roku 1990 o 49 proc. Wygasający w przyszłym roku Protokół z Kioto nakazuje, by kraje uprzemysłowione ograniczyły do 2012 r. ogólną emisję gazów cieplarnianych o 5,2 proc. w porównaniu z bazowym rokiem 1990. W pierwszej dekadzie XXI w. emisje gazów ze spalania paliw kopalnych wzrastały przeciętnie o 3,1 proc. rocznie – trzy razy więcej, niż w latach 90. Udział Polski w tych emisjach wynosi około 1,2 proc., a całej UE 27 – 11 proc. Udział Unii, jako jedyny (!) – stale maleje. Z emisji gazów, które powstają w trakcie spalania paliw kopalnych, produkcji cementu, wylesiania i innego rodzaju aktywności ludzi, w samym 2010 r. do atmosfery trafiło 36,7 mld ton dwutlenku węgla. W 2004 r. było to „tylko” 27 Gt. Połowa pozostała w atmosferze, w której stężenie dwutlenku węgla osiągnęło już wartość niemal 390 cząsteczek CO2 na milion (p.p.m.) „cząsteczek powietrza”. Pozostałą część pochłonęły oceany i inne akweny. A poziom 450 p.p.m. ma oznaczać nieodwracalny trend wzrostu temperatury na powierzchni Ziemi.
W latach 2008-2009 emisje przystopowały za sprawą globalnego kryzysu finansowego. Za ubiegłoroczny, duży wzrost produkcji CO2 odpowiadają jednakowo kraje o gospodarkach rozwijających się, jak i rozwiniętych. Największy udział we wzroście globalnych emisji w 2010 r. miały Chiny, Stany Zjednoczone, Indie, Rosja i Unia Europejska – wynika z opracowania. Warto zauważyć, że emisje generowane przy okazji handlu dobrami i usługami, które wytwarza się w krajach rozwijających się, a konsumuje na Zachodzie – wzrosły z 2,5 proc. w roku 1990 – do 16 proc. w 2010 r.
Produkcja energii elektrycznej w blokach węglowych z zastosowaniem CCS może się okazać… tak samo droga jak bez niego, ale z wykupem na rynku prawa do emisji CO2 (EU ETS). To zaś zrównywałoby elektrownie węglowe pod względem kosztów z o wiele droższymi dzisiaj OZE. I o to właśnie chodzi Niemcom i Duńczykom. To oni będą zarabiać.
Zapytałem pewnego eksperta, świetnie wprowadzonego w temat, jakie szanse ma CCS w „Bełchatowie” albo gdzie indziej w Polsce (w swoim czasie była mowa na przykład o EC „Siekierki”, o El. „Kozienice” itd.). Lakoniczna odpowiedź brzmiała: Bez 100 proc. dotacji z Unii – żadnych.
Andrzej Sielicki
