Najważniejsze

Poniedziałek 21 maja

„Parkiet”: Akcjonariusze windykatorów mają powody do optymizmu

PGE Elektrownia Opole: Alstom nie odpuszcza!

DGP: 3 odwierty, gazu mnóstwo!

Odwrócony CO2 – żart czy odkrycie?

Możejki nie opłacają się i sprzedać ich niesposób

PGE hojnie płaci dywidendę

JSW: Zmiana prezesa?

Jacek Świdziński, 7 września 2010

Elektryczny poślizg

Wygląda na to, że po chwilowym entuzjazmie, zapał dla EV (electric vehicle – samochód elektryczny) w Europie słabnie. Najpierw przyszła informacja o zerowym niemal zainteresowaniu EV w Hiszpanii, a teraz okazuje się, że i w Polsce (mimo że Policja zakupiła jeden taki pojazd!) postęp jest niewielki. Niespełna rok temu w stolicy stanął pierwszy punkt do ładowania samochodów elektrycznych. Konsorcjum Green Stream zapewniało, że do końca 2009 r. powstanie ich jeszcze 30, a do czerwca 2010 r. kolejnych 100. Nie przybył żaden.
By postawić jeden słupek, potrzeba niemal tylu pozwoleń, ile na budowę domu, mówi Tadeusz Walasek, prezes konsorcjum Green Stream. Z jednej strony kompletny brak odpowiedniej infrastruktury, a z drugiej cena EV(ok. 60 tys. zł) powoduje, że do tej pory tylko kilkanaście samochodów z fabryki Impact Automotive Technologies w Pruszkowie sprzedano w Polsce.
Jesteśmy jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym nie ma rządowego programu dotowania kupna aut z napędem elektrycznym – twierdzą zwolennicy takich pojazdów. – W Irlandii i we Francji kupującemu samochód elektryczny państwo dokłada 5 tys. euro, w Luksemburgu nawet 9 tys. euro. A w Holandii są tak korzystne ulgi podatkowe, że po ich odliczeniu kierowcy zostaje w kieszeni 60 proc. wartości auta.
Młodzi tego nie kupią! – powiedział pod warszawskim Muzeum Techniki, gdzie odbywa się pokaz EV, pewien nastoletni fan motoryzacji. Powód? EV… nie warczą! A młody lubi, gdy auto wręcz ryczy pokaźną rurą albo dwiema.


0 Komentarzy