Najważniejsze

Piątek 18 maja

„Parkiet”: Akcjonariusze windykatorów mają powody do optymizmu

PGE Elektrownia Opole: Alstom nie odpuszcza!

DGP: 3 odwierty, gazu mnóstwo!

Odwrócony CO2 – żart czy odkrycie?

Ustawa o odnawialnych źródłach energii przyciągnie inwestorów

Możejki nie opłacają się i sprzedać ich niesposób

JSW: Zmiana prezesa?

Czy rządzić demokratycznie znaczy rządzić mądrze?

„Styl demokratyczny” – brzmi dumnie. A zatem postanowione. To będzie Twój sposób oddziaływania na podwładnych. Od dziś  polityka firmy stanie się przedmiotem dyskusji i negocjacji. Zaczniesz od zaraz, czyli od najbliższego spotkania z kierownictwem. Niech się wygadają. Rzucisz im kilka propozycji, posłuchasz, co mają do powiedzenia. Potem i tak zrobisz swoje.

Zaraz, zaraz…. Coś chyba nie tak. „Wróć”, jak mawiała Zyta Gilowska, nie tędy droga. Masz przecież liczyć się ze zdaniem innych, pobudzać ich inwencję. Zacznijmy  zatem od początku.

W trakcie narad będziesz inspirować członków zespołu, przedstawisz dwa – trzy projekty rozwiązania aktualnych problemów – niech nad nimi popracują. W końcu styl demokratyczny kierowania zespołem oznacza, że wszyscy mają prawo do ustalania celów i wybierania sposobów ich realizacji. Co więcej, zadania powinny być dzielone zgodnie z preferencjami pracowników.

Masz nadzieję, że się przy tym nie pokłócą. Co prawda nie bardzo potrafisz wyobrazić sobie, jak Kowalski z uśmiechem na ustach poddaje się ustaleniom kolegów. Chyba będziesz musiał  wysłać go najpierw na stosowne szkolenia. Aha, jest jeszcze jeden problem. Demokratyczne zarządzanie zakłada, że powinieneś pozwalać, by członkowie zespołu sami dobierali sobie współpracowników. Nie wiesz, czy to dobry pomysł. Obawiasz się, że potworzą się podgrupy nie tyle zadań, co interesów. Bardzo trudno będzie nimi kierować.

A tak w ogóle, to na czym niby ma polegać to Twoje kierowanie? Podręczniki mówią, że jako dyrektor–demokrata powinieneś być  członkiem zespołu. Nie możesz stanąć ponad pracownikami. Masz być z nimi. Czysta wariacja ta demokracja, jak mówił Boy-Żeleński.

Zaczynasz zastanawiać się, czy nie pora na rezygnację z gabinetu, a przynajmniej na wyrzucenie mahoniowego biurka? A może jednak nie? Władza, czyli możliwość wywierania intencjonalnego wpływu, jest przecież nadal w Twoich rękach. Nadal jesteś szefem. Posiadasz te same narzędzia, co Twój kolega autokrata. Regulaminowe kary i nagrody, przywilej chwalenia i krytykowania, możliwość perswazji i dawania przykładu. Różni Was jedynie sposób ich wykorzystywania.  Jako demokrata powinieneś częściej stosować nagrody niż kary, częściej chwalić niż krytykować, non stop udzielać informacji zwrotnych, podkreślać atuty pracowników, a nie ich wady, wzmacniać wszelkie przejawy współpracy. Chwaląc,  masz się opierać na faktach, rzeczywistych osiągnięciach, a nie na doraźnych odczuciach, impulsach. Masz być obiektywny, sprawiedliwy. I, co ciekawe, to wszystko może się udać. Tym bardziej, że pracując w zespole, zawsze będziesz wiedział, co w trawie piszczy. A to też nie byle jakie źródło władzy.

Czy firma na tym zyska? Zdaniem specjalistów tak, jak najbardziej. Pojawi się poczucie wspólnoty
i  odpowiedzialność
za dokonania, wzrośnie kreatywność, wynalazczość, pojawią się wymierne efekty, ilościowe i, co najważniejsze, jakościowe. Pójdziecie do przodu.

Dyrektor demokrata nie oddaje władzy, a jedynie deleguje uprawnienia, czyli przekazuje podwładnym niektóre zadania i decyzje. I to jest właśnie ta sztuka, którą trzeba opanować. Mądrze rządzić w tym przypadku, to umieć scedować swoje prawa i obowiązki na współpracowników. To wierzyć w ich możliwości i w ich lojalność. Nie bać się zwiększania ich samodzielności.

To bodaj Woody Allen powiedział, że autokrata mówi „zamknij się”, a demokrata „gadaj zdrów”. Trzeba słuchać i wyciągać wnioski. Informować podwładnych o wszystkim, co ich dotyczy; zachęcać do rozwoju; uzasadniać podjęte decyzje. Szkolić, wyzwalać entuzjazm, jak najczęściej używać słowa „my” w miejsce, trzeba przyznać ponętnie brzmiącego słowa „ja”. No i perswadować, apelować do rozumu, argumentować, prowokować do myślenia.

A przy okazji, trzeba też uważać, by nie stać się wynaturzonym demokratą, czyli jak pisał znawca tematu Stefan Tokarski*, osobnikiem, który jest tak bardzo zainteresowany budowaniem „wielkiej szczęśliwej pracowniczej rodziny”, z nim w roli „dobrego ojca”, że zapomina o tym, że jego podwładni powinni jeszcze solidnie, efektywnie pracować. Jako dyrektor demokrata musisz rządzić mądrze, a to m. in. oznacza, że nie wolno budować pozytywnej atmosfery kosztem organizacji.

*Warto poczytać: Tokarski, S.  Kierowanie ludźmi. Koszalin: Wyd. Uczelniane BWSH

Ewa Stanisławiak (stanewa)

INNE TEKSTY Z CYKLU: ZAWÓD DYREKTOR>>


Tags : , 0 Komentarzy