Błąd autopilota przyczyną katastrofy
Chciałbym przedstawić własną hipotezę na temat przyczyn katastrofy Tu-154. Otóż wydaje mi się, że wyłapałem pewną nieścisłość w udostępnionych we wtorek transkrypcjach. Dziwne. O godzinie 10:40:42 nawigator podał wysokość 100 m, 7 sekund później znowu podaje wysokość i znowu jest to 100 m. Nawigator powtarza po 7 sekundach lotu tę samą wysokość. Tymczasem zejście z 400 m na 300 zajęło im 20 sekund, z 300 na 200 14 sekund a z 200 m na 100 tylko 11 sekund. Autopilot szybko lądował, a potem nagle zawiśli w powietrzu. W czasie 7 sekund powinni pokonać około 60 m. Ale nawigator melduje o zerowym zejściu. Sęk w tym, że 60 m ma wąwóz przed lotniskiem. Właśnie wtedy go mijali.
Przed podejściem ustawili autopilota na zejście do 100 m. Świadczy o tym rozmowa prowadzona w kokpicie przed lądowaniem. O 10.10.07 nawigator mówi do pierwszego pilota „RW nastawniki”, pytając się o to, na jaką wysokość nastawić radiowysokościomierz. Pierwszy pilot odpowiada „100 metrów”. W trakcie podejścia autopilot zszedł na tę wysokość i ją utrzymywał, aż do piątej sekundy przed katastrofą. Tylko, że robił to także, przelatując nad wąwozem. Czyli zabił ich błąd komputera. Komputer zszedł 60 m w dół wąwozu żeby ciągle być na 100 metrach. To jak schodzić bez przerwy po schodach żeby ciągle być na pierwszym pietrze. Człowiek by wyłapał absurd tej sytuacji. Komputer nie. TAWS wychwycił problem, a oddzielny program autopilota już nie.
Zatem załoga nigdy nie zaczęła manewru lądowania, podjęto jedynie decyzje o zejściu na 100 m, zostawiając ten manewr autopilotowi.

Tiaaa.
Podwozie wyszarpnęły z kadłuba ruskie krasnoludy, które tak jak pszczoły… – są największe na świecie!
19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. Zignorowali też – tak jak polska załoga – sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed upadkiem. Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich niezależnemu badaniu. Oficjalny raport przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące: 1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny, 2) wykluczono akt terroru lub sabotażu, 3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu, 4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS. Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na “zakłóceniu sygnału nawigacyjnego samolotu”. Wskazywały na to okoliczności wypadku, bardzo przypominające zresztą to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem. Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans Louw, były agent służb specjalnych rasistowskiego reżimu RPA, przyznał, że samolot został strącony wskutek celowego zakłócenia sygnału nawigacyjnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała zostać zestrzelona przez jedną z dwóch specjalnych ekip.
Ja już dawno o tym szprachałem, że tak było. A to wskazuje nie tyle
na błąd samego pilota, ale na błędy logistyczne w przygotowaniu
lotu. Oczywiście nawet sama decyzja zejścia na dół w takich
warunkach była błędna. To dlatego zwala się teraz wszystko na pilota
Protasiuka. Pilot Protasiuk wasn’t gilty!
fanpanaj spójrz na transkrypcje. Między pierwszym meldunkiem nawigatora o
wysokości 100 metrów a drugim 7 sekund później włącza się alarm taws, chociaż niby wysokość się nei zmienia!!!!
Czyli wznosili się pozornie, szli w gorę, a przyrządy ciągle wskazywały wysokość 100 metrów, bo jednocześnie wznosił się teren? A że potem teren wznosił się coraz szybciej wysokość zaczęła maleć?
Żle obliczyłeś dystans pokonany przez samolot. Piszesz „W czasie 7 sekund powinni pokonać około 60 metrów” tzn wg Ciebie samolot poruszał się z prędkością około 30 km/h. Policz dobrze a potem dywaguj!Dla ułatwienia podaję: 1godz=60minut; 1 minuta =60sekund czyli 1 godzina 60*60=3600sekund. W czasie jednej sekundy samolot pokonał np przy szybkości 300km/godz (300*1000m= 300 000m/godz) podziel przez 1 godz=3600 sekund to masz 83m/sek razy Twoje 7 sekund tj 581m. W związku z tym przemyśl swoje poglądy.
Chyba Jan ma rację
Czytaj ze zrozumieniem. Chodzi o 60 m w pionie a nie w poziomie.
Rzeczywiście. Uwaga o czytaniu ze zrozumieniem ponadczasowa
Teoria, mówiąc brzydko, trzyma się kupy. Szkoda, że wielcy specjaliści są tak oszczędni w słowach i wnioskowaniu z prostego, wydaje się, odczytu…
Fila jesteś git…
Zwrócie jeszcze uwage na jedno, opadanie zdaniem załogi skończyło sie na stu metrach. Takie były wskazania
przyrządów. O godzinie 10:40:41 nawigator podał wysokość 100 metrów, 7 sekund później o 10:40:48 znowu podaje
wysokość i znowu jest to 100 metrów. I wszystko było dla nich w porządku.
W tym czasie piloci wypatrywali zapewne ziemi. Nie zobaczyli jej więc spokojnie drugi pilot dał komende odejścia na „drugi krąg”. W stenogramach jest „wszystko w normie” a sekunde potem komenda odejścia. Oni nie podeszli do lądowania. Zniżyli sie na sto metrów, rozejrzeli i zaczęli wracać. Wszystko zgodnie z procedurami. Tylko, że źle napisany program schodził w dół żeby nie zmienić wysokości.
Kolejnym dowodem za tą teza jest fakt, że przelot nad płaskim dnem jaru o szer. ok. 600m z prędkością ok. 240km/h, trwa ok.7s. Tj 70m/s. Czyli tyle ile autopilot leciał na niezmienionych 100 metrach.
a autopilot jakim wysokościomierzem się kieruje? radiowym czy barycznym?
To by wyjasnialo, dlaczego w kabinie do momentu uderzenia w drzewa nie ma sygnalow, ze cos idzie nie tak. Po zejsciu na 100 metrow slowa „Odchodzimy” i „W normie” pelnic mogly funkcje uspokajajaca, samolot opadl o kolejne 10 metrow i poszla odpowiedz „spokojnie, wychodzimy z tego”. Potem podawano kolejne wysokosci, a reszta w kokpicie miala te kilkanascie sekund oslupienia (nie, ze nie probowala dzialac, ale to jest ten moment „WTF?”, kiedy okazuje sie, ze cos tragicznie nie tak, bardzo prawdopodobne, ze nikt sie nie odzywa)
Inna sprawa, ze pojawia sie pytanie, czy piloci mogli bezgranicznie ufac autopilotowi, tak, ze sygnaly TAWS byly ignorowane juz od wysokosci 100 metrow. Innymi slowy, czy jest prawdopodobne, ze doswiadczony pilot zaufa autopilotowi i wysokosciomierzowi, a zignoruje TAWS.
O 10.10.07 jest wymiana zdań – naw: „RW nastawniki”, 1P: „100 metrów”. 30 minut przed katastrofa nastawili radio wysokościomierz na zejście do stu metrów. Jeżeli to był moment nastawienia autopilota to potwierdza teze o jego błędzie.
Na blogu, img695.imageshack.us/i/smolensk crashsite2.jpg/
Po wejściu na google i pod tytułem :
Кто и почему убил президента Польши? – AzTOP Forum
znajduje się tekst, który głosi, że Rosjanie przed lotniskiem
postawili na samochodzie zmontowaną fałszywą wieżę radiową
irtysh.org/main.php?id=205
i przekazywali do samolotu fałszywe danne.
To ten wojskowy samolot IL76 który przed tym
przeleciał, sprawdzał działanie tej wieży.
To dlatego samolot prezydenta miał nieprawidłowy
kierunek i zmuszony do lądowania w lesie.
Podawałem kilka razy te fakty do blogów w rzepie i dwa razy podawałem treść artykułu w oryginale,
ale administrator tego nie przepuścił.
Widac te fakty komuś przeszkadzają.
Trudno to nazwać faktami. To po prostu kolejne przekazy na temat katastrofy. Tak jak wiele innych – niezweryfikowane
Adam jakie lądowanie skoro ujawnione do tej pory zapisy techniczne mówią o wyłączaniu ostatnich elementów autopilota już w trakcie zderzeń z drzewami.
W czasie swej niedawnej pierwszej konferencji MAK zupelnie nie wspomnial o autopilocie, choc omawiajac przebieg powinien tak istotny fakt podac. Autopilot wyszedl dopiero z pisemnego raportu MAK. Takze E Klich milczal o autopilocie.
Manipulacja autopilota pozwala takze na zamach – byc moze pierwszy pilot byl znany z uzywania autopilota w takiej sytuacji? Zamachowca moglby zamanipulowac autopilota na sytuacje bez mgly, tzn. wynikajacy z autopilota problem pojawilby sie takze bez mgly, tylko bez mgly spowodowalby tylko nieladne ladowanie, a z mgla, plus ten jar, rozbil? To moglaby byc mala dywersja-zlosliwosc zazdrosnego kolegi?
Przepraszam, nie zmuszony, ale kierowany do lądowania w lesie.
Wojtek pisze: „To by wyjasnialo, dlaczego w kabinie do momentu uderzenia w drzewa nie ma sygnalow, ze cos idzie nie tak. Po zejsciu na 100 metrow slowa “Odchodzimy” i “W normie” pelnic mogly funkcje uspokajająca …”
Natomiast ja chciałbym trochę z innej beczki, nie uważam by było tak spokojnie w tej kabinie. Zastanawiałem się pewnie jak wszyscy dlaczego Kapitan w końcówce lotu nic nie mówi (ostatnia wypowiedź 10:40:34). Wysnułem swoją teorię na podstawie prywatnych doświadczeń choć na szczęście nie tak tragicznych jak pod Smoleńskiem. Mianowicie swego czasu na zakręcie wpadłem w poślizg i prawie udało się uniknąć wypadku, od momentu rozpoczęcia poślizgu do dzwonu minęło kilka sekund (4 może 5 nie wiem) ale w tym czasie zrobiłem tyle czynności by wyprowadzić z poślizgu, że bym po sobie się nie spodziewał natomiast nie pisnąłem ani słówka i nawet nie zdążyłem pomyśleć o wulgaryzmach. Idąc dalej tym tokiem rozumowania (zakładając, że tak dział mniej więcej ludzki mózg w chwili poważnego zagrożenia) doszedłem do wniosku, że chwilę po ostatnich słowach Kapitana on jeden nagle zorientował się co się naprawdę dzieje i zaczął działać by wyprowadzić maszynę – jestem laikiem jeśli chodzi o sprawy lotnicze i tu prosiłbym kogoś o pomoc (ale nie tych „ekspertów” od lotnictwa co to pojawili się po 10 kwietnia) ale na moje oko wyprowadzenie maszyny od słów „w normie” do stanu jak na wykresach to trochę za krótko (silniki muszą się rozpędzić by dać ciąg by móc lecieć do góry – tyle to wiem z symulatorów w które grywam) natomiast ok 20 sek (od ostatnich słów Kapitana) powinno wystarczyć niestety nie tyle by przelecieć nad drzewem.
Linki do wykresów:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/51,103086,7967929.html?i=1
http://www.tokfm.pl/Tokfm/51,103086,7967929.html?i=0
Jeżeli mam braki w logice myślenia prosiłbym o uwagi
Zreszta raport MAK mówi to jasno:
„Część 8 Wyjście na prostą do lądowania i obniżenie lotu na ścieżce zniżania.
a. Obniżenie lotu na ścieżce zniżania nastąpiło z włączonym autopilotem w podłużnym (wysokość) i bocznym (kurs) kanale, a także z włączonym automatem ciągu. Wyłączenie autopilota w podłużnym (wysokość) kanale i automatu ciągu nastąpiło przy próbie odejścia na drugi krąg na 5 i 4 sekundy odpowiednio przed zderzeniem z przeszkodą (drzewem), rozpoczynając (początek) niszczenie konstrukcji samolotu. Wyłączenie autopilota w bocznym (kurs) kanale nastąpiło w momencie trzeciego zderzenia z przeszkodą, które doprowadziło do niszczenia konstrukcji.”